Gorące tematy: Iran i Irak vs USA Ryszard Opara: „AMEN” Fotowoltaika Dyżury administratorów RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
501 postów 22515 komentarzy

SpiritoLibero

Jarek Ruszkiewicz SL - PiS PO jedno zło!

Trudne pytania o Romana Dmowskiego

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Czyli co piszą inni. Dziś, dla równowagi, tekst o R.Dmowskim pisany w duchu PiS.

Historiografia polska kreuje Romana Dmowskiego na współtwórcę naszej niepodległości i wielkiego męża stanu. Ale czy na pewno ten obraz jest prawdziwy?

 Pierwsze informacje o śmierci Romana Dmowskiego nadeszły do Warszawy, drugiego stycznia, w poniedziałek rano, gdy wszystkie dzienniki po nocnej pracy właśnie zamykały numery. I Bogiem a prawdą w wielu redakcjach nie bardzo było wiadomo, co i jak napisać. Oto bowiem umarł człowiek, którego życie i legenda w sposób oczywisty i jednoznaczny kłóciły się z inną, oficjalną, państwową legendą twórcy niepodległości Polski, wielkiego Marszałka Józefa Piłsudskiego. Historia ich rywalizacji, czy – ściślej biorąc – ich walki, zapisywała najczarniejsze i najbrudniejsze fakty z najnowszej historii. W 1939 roku pamięć Piłsudskiego, nota bene ochraniana ustawą sejmową, stała się przedmiotem i obiektem powszechnego kultu Polaków. Na drugi taki kult po prostu nie było już miejsca. Najbezpieczniej wydawało się więc poczekać i zobaczyć, co napiszą inni.

Tego 2 stycznia 1939 roku chyba jedyny, krótki komentarz zamieścił „Kurier Poranny”: „Ś.p. Roman Dmowski był twórcą nie tylko obozu politycznego, któremu przewodził prawie do ostatnich chwil swego życia, ale również utworzył szkołę polityczną, która wywarła swój wpływ na życie i myśl polską. Śmierć Romana Dmowskiego zamyka ostatecznie kartę pewnego okresu w naszym życiu politycznym”. Nawet dzisiaj, 80 lat później, nie sposób zrozumieć, o co chodziło autorom tych słów. Jaką to kartę, poza kartą własnego życia, zamykała śmierć Romana Dmowskiego? „Historia kiedyś potwierdzi – pisał „Narodowiec” 8 stycznia 1939 r. – to, co czuje dziś instynkt zbiorowy, a mianowicie prawdę, że Dmowski przeobraził dawne społeczeństwo polskie o typie patriotyzmu szlachecko-romantycznego w nowoczesny naród łączący idealizm pobudki, zrodzony z nieśmiertelnej, niepodległej jego duszy z realizmem myślenia i działania politycznego nabytym w ciężkiej, często srogiej, nawet krwawej szkole życia”. Otóż historia, jak się zdaje, niczego podobnego nigdy nie potwierdziła. Co więcej, przyjmuje się, że nawet po roku 1918 masy wiejskie II Rzeczypospolitej nie zostały pozyskane przez orędowników jedności narodowej. Wystarczy poczytać Jochena Böhlera czy Jerzego Łojka, by pojąć, że szacuje się, iż 80 proc. polskojęzycznej ludności nie utożsamiało się z projektem polskiego państwa narodowego w pierwszych latach niepodległości, a co więcej – latem 1920 roku Polska, w wyniku wojny polsko-bolszewickiej, znalazła się o krok od katastrofy, zabrakło bowiem wsparcia dużej części ludności, a tym samym ujawnił się „dojmujący brak rekrutów” (sic!). 

Zajadły antysemita

Organ Stronnictwa Narodowego – „Warszawski Dziennik Narodowy” – notował 3 stycznia 1939 r.: „Dla szerszego ogółu polskiego wszakże jest dziś Roman Dmowski już ogniwem w dziejach narodu, którego początki są w mroku dziejów dawnych, a trwanie jest wieczne. Bo całe życie Dmowskiego było ściśle związane z Polską, bo był on jednym z tych ludzi, których Opatrzność zsyła narodowi, by mu byli drogowskazem w jego drodze życiowej”. Według autorów czyn polityczny Dmowskiego był ostatecznym celem jego pracy i działalności. Według autorów artykułu to obok nazwisk Ostrorogów, Skargów, Stasziców i Popławskich trzeba położyć nazwisko Romana Dmowskiego. „Gdy spojrzymy z perspektywy na ostatnie półwiecze dziejów Polski, widzimy na nim dobitnie wyrytą mocną postać Romana Dmowskiego, jak przebija się poprzez zapory, hamulce, jak najpierw własnemu społeczeństwu otwiera oczy na rzeczywistość i na konieczność zajęcia wobec niej stanowiska podyktowanego przez interes ogólnonarodowy…, a gdy już niepodległość państwowa zdobyta, skieruje myśl polityczną społeczeństwa na budowanie gmachu niezawisłości wewnętrznej poprzez zrzucenie pęt i okowów żydowskich…”. Jest ważnym pytaniem naszej polskiej historii, czy Roman Dmowski i czy jego ówcześni akolici wiedzieli, dokąd prowadzą słowa nienawiści, słowa pogardy i wykluczenia, hasła wzywające do dyskryminacji drugiego człowieka i prześladowania ludzi innej rasy czy religii? W naszej dumnej historii niewiele można na ten temat znaleźć. Chyba w żadnym słowniku biograficznym nie ma nawet wzmianki o zajadłym i bezkompromisowym antysemityzmie Dmowskiego. To z powodu demonstrowanej bez umiaru swej nienawiści do Żydów Dmowski poniósł klęskę w wyborach 1912 roku i nie wszedł do IV Dumy w Petersburgu. Nie zdobył mandatu z Warszawy przez sprzeciw środowisk żydowskich. Wybrano Eugeniusza Jagiełłę z PPS–Lewicy. W Paryżu, już w 1918 roku, gdy stał na czele Komitetu Narodowego Polskiego i prowadził z przedstawicielami Ententy pertraktacje w sprawie przyszłych polskich granic, jednocześnie sprawując formalne zwierzchnictwo nad 70-tysięczną tzw. Błękitną Armią generała Hallera, nagle wszedł w konflikt z Misją Wojskową Francusko-Polską, żądając eliminacji z armii polskiej wojskowych pochodzenia żydowskiego. Argumentował tę decyzję następująco: „Zważywszy na sytuację, w której znajduje się armia polska we Francji, oraz na wyjątkowe okoliczności rekrutacji, armia polska powinna się składać wyłącznie z obywateli narodowości polskiej. Doświadczenie pokazało, że jedynie wprowadzenie tej zasady może stać się gwarantem spójności i wojskowej wartości armii polskiej”. Ponieważ znaczna część żołnierzy pochodziła ze Stanów Zjednoczonych, po interwencji Amerykanów cała sprawa zakończyła się polskim wstydem. Podobnie międzynarodową awanturą zakończyła się tzw. sprawa polskich formularzy paszportowych, do których Dmowski wprowadził nowe rubryki: wyznanie petenta, wyznanie ojca i matki, wyznanie żony. Zaprotestowali z dobrym skutkiem socjaliści. W sierpniu 1917 roku, tuż po powstaniu Komitetu Narodowego Polskiego, Ignacy Paderewski (który Dmowskiego nie znosił) radził dokooptować do KNP cieszącego się szacunkiem pewnego polskiego Żyda. „Nie jest pożądane – zaprotestował Dmowski – aby patrzyli nam w karty ci, co są nam w nich najmniej życzliwi”. W grudniu 1918 roku, już w wolnej i niepodległej Polsce, Naczelnik Państwa Józef Piłsudski postanowił skierować do Paryża do Komitetu Narodowego Polskiego grupę wybitnych Polaków z kraju, z nadzieją, że wspomogą prace Komitetu. Między innymi delegował do Paryża wybitnego historyka prof. Szymona Askenazego, autora głośnych biografii księcia Józefa Poniatowskiego i Waleriana Łukasińskiego. Leon Biliński, wielki polski ekonomista i polityk, zanotował ówczesną reakcję Dmowskiego. „To nie historyk... – miał powiedzieć o Askenazym Dmowski – ...to Żyd”.

Projekt polskich gett? 

Co ma zrobić polski historyk po 80 latach od śmierci Romana Dmowskiego? Czy ujawniać te wstydliwe fakty, czy – idąc za profesorem Jerzym Robertem Nowakiem – powtórzyć jego opinię zapisaną w „Myślach o Polsce i Polakach”: „Błędy i zacietrzewienia Dmowskiego nie mogą jednak być uzasadnieniem – tak, jak to robiono przez dziesięciolecia do przemilczenia tego, co było słuszne i cenne w jego dorobku myślowym, choćby wielu trafnych krytycznych uwag o stanie polskiego społeczeństwa, jego stylu myślenia i działania” Jeśli już przymknąć oko na te jego błędy i zacietrzewienia, to nie sposób przymknąć oka na to, co o nas piszą w Europie: „W Polsce także funkcjonowała zaciekle antysemicka partia w postaci Endecji Romana Dmowskiego – pisze Richard J. Evans w „Trzeciej Rzeszy u władzy” – która w latach 30., zjednała dla coraz bardziej faszystowskiej ideologii szeroką koalicję przedstawicieli klasy średniej. Od 1935 roku Polską rządziła junta wojskowa, a endecy byli w opozycji. Niemniej i tak organizowali zakrojone na szeroką skalę bojkoty żydowskich sklepów i firm, którym często towarzyszyła niemała brutalność. Według pewnych (czytaj: wiarygodnych) szacunków, w wyniku gwałtownych antysemickich wystąpień w ponad 150 polskich miastach i miasteczkach, w okresie od grudnia 1935 do marca 1939 r. zginęło 350 polskich Żydów, a 500 zostało rannych. Endecja wywierała naciski na rzecz pozbawienia Żydów praw obywatelskich, zakazania im członkostwa w armii, nauki na uniwersytetach, wykluczenia ze świata biznesu, wolnych zawodów itd. Polscy Żydzi – ok. 10 proc. ludności Polski, tj. 3,5 miliona ludzi – mieli być zamknięci do gett, a następnie zmuszeni do emigracji”. W owym styczniu 1939 roku, nie bacząc na jakiekolwiek błędy i zacietrzewienia, żegnano Dmowskiego tak, jak się żegna wodzów i wielkich przywódców narodu. Przy jego łożu śmierci w majątku Niklewiczów w Drozdowie, gdzie zmarł, przez dwa dni pełnili wartę działacze Stronnictwa Narodowego, by trzeciego dnia wziąć trumnę na ramiona i tak zanieść siedem kilometrów z Drozdowa do katedry w Łomży, gdzie miały miejsce pierwsze uroczystości. Kilka dni później, 7 stycznia podczas mszy żałobnej w warszawskiej Katedrze Św. Jana Chrzciciela, żegnając zmarłego ksiądz Marceli Nowakowski powie: „Runął, jak dąb prastary, a dusza załopotała wiecznymi skrzydłami w nieznaną dla nas wielką dal... Naprzeciw wyszły duchy z przeszłości naszej z Chrobrym na czele i witały swego Wielkiego Rodaka. Wyszedł korowód świętych polskich z Wojciechem i Jackiem, i pacholęciem Kostką i ostatnim Andrzejem, i otoczyły go jasnością z Boga wziętą …i poprowadziły ku podwojom niebieskim… Nie był ci on trzciną chwiejącą się od wiatru i za miękkimi szatami nie gonił, prorokiem i więcej niż prorokiem Ci naszym na ziemi był”.

Warchoł i rozrabiacz

Jak się szacuje, w pogrzebie uczestniczyło ponad 100 tysięcy ludzi. Z tego ponad 40 tys. przyjechało pociągami do Warszawy z całego kraju. Nekrologi, które pojawiały się w miastach i polskich miasteczkach, głosiły chwałę „wskrzesiciela Polski”, „współtwórcy niepodległości”. „Mąż stanu, który po wojnie światowej wprowadził swój naród między zwycięzców, wywalczył dlań Pomorze, Wielkopolskę i Śląsk, wygrał spór o Lwów, rozstrzygnął na rzecz Polski sprawę wileńską, został z dalszego państwowego życia wykreślony” – pisał w 1939 r. historyk Władysław Konopczyński w artykule „O miejsce dla Dmowskiego w historii”. I dalej: „Jego hasło umiłowane – Naród Polski – wymazane z konstytucji, aby po latach wrócić na afiszu wyborczym przywłaszczycieli. Jego przyjaciele znieważani. Jego słowo konfiskowane. Jego imię tępione w podręcznikach szkolnych…” Być może, gdyby prof. Konopczyński bardziej niż konfederacją barską interesował się historią Romana Dmowskiego, nie napisałby powyższych słów. Być może wcześniej zapoznałby się z protokołami posiedzeń Komitetu Narodowego Polskiego w Paryżu w latach 1917–1919. Protokół, o którym zapomniała historia, a który przypomniał w roku 2007 r. prof. Marek Jabłonowski dotyczy dnia 11 grudnia 1918 roku, kiedy niepodległa Polska istniała już od miesiąca. Władzę sprawował Naczelnik Państwa, a na czele rządu stał socjalista Jędrzej Moraczewski. W Polsce nadal trwała euforia z powodu odzyskanej wolności. Lecz polski Paryż sytuację oceniał zgoła inaczej: „[…] wpływ obecnego rządu warszawskiego jest tak zgubny na społeczeństwo, że nie można zwlekać z interwencją czynną w kraju, by spowodować zmianę rządu. […] Omówiono możliwość politycznego zamachu stanu w Warszawie i interwencji wojsk polskich w kraju. Pan Dmowski przedstawił plan działania, który według niego polega na wprowadzeniu wojska (Błękitnej Armii Hallera) przez zabór pruski (do kraju) i zahartowaniu go w ogniu walki z Niemcami… (Aneks do Protokołu 165 sesji Komitetu Narodowego Polskiego). Jak jednoznacznie wynika z treści dokumentu, w pierwszych dniach niepodległości Polsce groziła wojna domowa, w której samozwańczym wodzem wojsk atakujących miał być Roman Dmowski. Przed ową wojną domową Dmowskiego uratował Polskę Ignacy Paderewski i genialny Piłsudski. Ale to już temat na inne, niewielkie opowiadanie. W atmosferze zbiorowej polskiej histerii niewiele opinii i komentarzy, które pojawiły się w tamtej styczniowej żałobnej prasie pozwalało sobie na trzeźwy osąd zmarłego. „Roman Dmowski – pisał w socjalistycznym „Robotniku” Mieczysław Niedziałkowski – był dla nas nie tylko przeciwnikiem ideowym, był wrogiem ideowym. Nie możemy oceniać dodatnio całości jego pracy życiowej. Ale był to przeciwnik i wróg na miarę męża stanu, myślał o Polsce, mimo to że inaczej zupełnie, niż my, ujmował jej potrzeby, konieczności dziejowe i dążenia, mimo to – według naszego przekonania – ujmował te zagadnienia, potrzeby i konieczności dziejowe fałszywie”. W polskiej – w mojej opinii głupiej – tradycji o zmarłym należy mówić albo dobrze, albo wcale. I pewnie dlatego Niedziałkowski nie przypomniał, iż zmarły o socjalizmie miał zwyczaj mawiać, że to polityczny syfilis. I może dlatego nie przypomniał zbrojnych bojówek endeckich, które w latach 1906–1907 atakowały i mordowały socjalistów. 9 marca 1907 roku w Wiedniu Józef Piłsudski wygłaszał referat o taktyce bojowej na X Zjeździe PPS (I Zjeździe PPS – Frakcji Rewolucyjnej): „Wiedzieć o wrogu, to znaczy umieć z nim walczyć. I to jest pierwsze zadanie – zaprawić towarzyszy w ciągłej czujności do ciągłej obserwacji wroga. Samoobrona powinna objąć nie tylko wroga politycznego. Mamy wrogów społecznych. Takimi wrogami są endeckie bojówki. Są nimi bandyci”. Liczba ofiar – jak pisze prof. Jochen Böhler – czasem przewyższała liczbę poległych od rosyjskich kul i szabel. Na początku 1907 roku, tylko w samej Łodzi, ta mała wojna domowa zebrała żniwo śmierci w liczbie ponad 300 poległych po obu stronach. Dlaczego Dmowski rozpoczął tę haniebną wojnę domową, wyjaśnił przed laty profesor Andrzej Ajnenkiel: „Dmowski uważał, że nurt niepodległościowy Piłsudskiego działa przeciwko interesom polskim, bowiem w interesie polskim leży przede wszystkim uzyskanie od cara autonomii dla Królestwa. Uważał więc, że jego zasadniczym zadaniem jest przeciwstawienie się wszystkim posunięciom powstańczym. Stąd bojówki endeckie. Endecja staje się swego rodzaju »partią porządku« – pomaga caratowi likwidować niepodległościowców i pacyfikować strajki. Co więcej, Dmowski uważał, że (o zgrozo!) w interesie polskim będzie głosować w Dumie za poborem polskiego rekruta do armii rosyjskiej”. 

Kłamca

  „Koncepcje polityczne Romana Dmowskiego – pisał 5 stycznia 1939 roku tygodnik „Zaczyn” – były zawsze zazwyczaj logicznie wyrozumowane, zawsze bardzo realnie umotywowane, na pozór nadzwyczaj konsekwentne i słuszne. Cóż, jeśli życie przechodziło ponad ich logiką. Reasumując, można powiedzieć krótko, że Dmowski jako polityk był niewątpliwie postacią tragiczną. Problem zjednoczenia narodowego nie byłby dzisiaj tak palący i tak trudny do zrealizowania, gdyby nie rozpętanie tych namiętności personalnych, grupowych, partyjnych, orientacyjnych wreszcie, które pomimo wielokrotnie okazywanej dobrej woli Józefa Piłsudskiego, podsycało, jadowicie i uparcie Stronnictwo Narodowe firmowane autorytetem Dmowskiego”. Nikt w tych dniach nie pisał o „mowie oszczerstwa i nienawiści”, która pojawiła się na polskiej prawicy w dniach odzyskiwanej niepodległości, lecz wystarczy przypomnieć oskarżenia Piłsudskiego o kradzież skarbów koronnych, o to że sam wybłagał u Niemców aresztowanie w 1917 roku, o to, że podczas bitwy warszawskiej prowadził rozmowy telefoniczne z Trockim. W lipcu 1920 roku, w obliczu inwazji Armii Czerwonej zagrażającej Polsce, Dmowski ostro zaatakował Piłsudskiego za sprowadzenie niebezpieczeństwa na kraj wskutek ryzykanckiej wyprawy na Kijów, a nawet publicznie oskarżył go o zdradę. Zaraz potem pospiesznie wyjechał, a w zasadzie po prostu uciekł z Warszawy do Poznania. „Zupełnie rozmyślnie głoszone wieści o klęskach wojsk polskich na froncie, o zaprzedaniu się Piłsudskiego wrogom – zapisał Witos – wywoływać muszą ogromny niepokój. Niektórzy ludzie twierdzą, że całej tej robocie ma jakoby patronować Roman Dmowski… Szerzono pomysł oderwania Poznania od Polski, a nawet usunięcie Piłsudskiego i obalenia rządu”. Zgon Romana Dmowskiego, przeobraził się dla jego zwolenników i wyznawców w żałobę narodową o – jak to nazwano – ogólnopaństwowym wymiarze. W prasie Stronnictwa Narodowego i pokrewnych grup politycznych, które wyrosły z ideologii Romana Dmowskiego, rzucono hasło pochowania jego szczątków w katedrze poznańskiej. „Wieczór Warszawski” i „Goniec Warszawski” wysunęły żądanie uczczenia zmarłego żałobą narodową. W Poznaniu wywieszono flagi narodowe opuszczone do połowy masztu. W Łodzi wydrukowano klepsydry z określeniem ś.p. Romana Dmowskiego jako „wskrzesiciela wielkiej Polski”. Lecz jak się okazało, Prymas Polski ks. kardynał Hlond odrzucił propozycję złożenia szczątków Romana Dmowskiego w podziemiach katedry poznańskiej i kategorycznie odmówił zwrócenia się w tej sprawie o zgodę do papieża. Władze administracyjne nakazały zastąpienie flag narodowych opuszczonych do połowy masztu w Poznaniu flagami żałobnymi, a łódzkie klepsydry „wskrzesiciela wielkiej Polski” zostały skonfiskowane. Na żądanie ogłoszenia żałoby narodowej władze państwowe odpowiedziały, że olbrzymia większość narodu – chłopi, robotnicy, wielka część inteligencji, szczególnie spod znaku obozu niepodległościowego i legionowego – nie ma nic wspólnego z ideologią nacjonalistyczną ś.p. Romana Dmowskiego, a nawet odwrotnie – z tą ideologią na przestrzeni długich dziesiątków lat była w walce. Być może jednak prawdziwy powód powściągliwości władz w sprawie uczczenia pamięci Dmowskiego był inny. Oto, jak stwierdza profesor Andrzej Ajnenkiel: „W ostatnich latach swego życia Roman Dmowski przeczuwał zbliżający się kres naszej cywilizacji. Stopniowo, coraz bardziej obsesyjnie sprowadzał wydarzenia w polityce międzynarodowej do działań masonerii i Żydów. Zagrożenie widział w wielkim międzynarodowym spisku Żydów – agentów ogólnoświatowej konspiracji, sprzymierzonych z jednej strony z rosyjskimi komunistami, a z drugiej z międzynarodową finansjerą. W tej sytuacji może więc rozsądniej było, by zachować powagę, w ogóle nie przyjść na ten pogrzeb. A swoją drogą – pisze profesor – jak wykazała najbliższa przyszłość, rzekomi według Dmowskiego spiskowcy, rzekomi żydowscy agenci stali się ofiarami straszliwej, nie znanej na taką skalę w dziejach świata zbrodni”. Pan Roman już tego nie zobaczył, ale być może fakt ten dał nieco do myślenia polskim nacjonalistom. A może jednak nie.

Dariusz Baliszewski

historia.uwazamrze.pl/artykul/1149152/trudne-pytania-o-romana-dmowskiego

 

KOMENTARZE

  • Liczę pod tą notką na same Pały
    No może z wyjątkiem Szanownego Wojtasa bo on znajdzie tam kilka wzmianek o "geniuszu" Piłsudskiego.
  • Witaj
    Chyba dobrze podsumowałeś, że pisane w duchu PiS ... jeśli za tego ducha uznamy upiora Jana Józefa Lipskiego, u którego na kolanach wychowywały się nasze bliźniaki, w tym obecny kieszonkowy Piłsudski na KASZANCE.

    Szkoda mi czasu na lekturę całości, to może końcówka:

    W tej sytuacji może więc rozsądniej było, by zachować powagę, w ogóle nie przyjść na ten pogrzeb. A swoją drogą – pisze profesor – jak wykazała najbliższa przyszłość, rzekomi według Dmowskiego spiskowcy, rzekomi żydowscy agenci stali się ofiarami straszliwej, nie znanej na taką skalę w dziejach świata zbrodni”. Pan Roman już tego nie zobaczył, ale być może fakt ten dał nieco do myślenia polskim nacjonalistom. A może jednak nie.

    - przepraszam, czy ofiarami Niemców padli amerykańscy Żydzi, którzy olali ciepłym moczem żydowską religijną biedotę w europie Środkowej i wschodniej?

    "nie znanej na taką skalę w dziejach świata zbrodni" - znanej,znanej

    itd

    szkoda czasu i atłasu

    pozdr
  • @Jarek Ruszkiewicz SL 15:48:51
    Powinienem pod tekstem postawić nie tyle pałę, co zero, ale Ty jedynie przytaczasz cudzy tekst, więc nie oceniam wcale
  • @MacGregor 15:51:35
    Daję trójkę, pała dla oryginalnego autora, piatka za zwrócenie uwagi.
  • @MacGregor 15:51:35
    Nie żałuj sobie! Ja sam na moim blogu nie mogę oceniać.
    Powiem tak, jak przeczytałem ten artykuł to mnie zwaliło z krzesła...

    Właśnie słucham przemówienia Dudy, załamka...
  • @Jarek Ruszkiewicz SL 15:48:51
    Napiszę tylko jedno: w czasie Bitwy Warszawskiej - Piłsudski był na froncie, a Dmowski w Poznaniu.

    Poważnie. To opracowanie było robione przez filosemitę. To widać.
    Przekonanie Dmowskiego o roli Żydów - potwierdza historia. (Obecnie można uznać, że osiągnęli największe wpływy. I widać też, że po szczycie jest "z górki").

    Dmowski odbudował w Polakach poczucie polskiej odrębności. Uświadomił im tę wielkość. Ale też - to czas budowy i tworzenia świadomości narodowej na drodze, którą nikt wcześniej nie szedł. Stąd błędy.
    Ale chwała mu za to, że nią poszedł.

    Sprawa koncepcji polskiej niepodległości i fundamentów bytu państwowego - to odrębna sprawa i racja jest raczej po stronie Piłsudskiego.

    Warto zwrócić uwagę na narastający dysonans w kontaktach z Francją (Anglią też).
    Otóż tam po hekatombie ofiar "patriotycznych ofiar I WŚ" u władzy znalazła się "lewica" z dużym udziałem strony żydowskiej.
    Bardzo to utrudniło odbudowę kraju, a warto zauważyć, że mimo zagrożenia ze strony Niemiec 1938/39 - Francja blokowała dla nas pożyczki militarne, co bardzo utrudniło przezbrojenie armii. Dostawy nie dotarły do Polski w 1939 roku.

    Czy zatem wyraźnie antyżydowskie stanowisko Dmowskiego (słuszne, co do zasady) nie przyczyniło się do upadku II RP?
    Te kwestie dalej nie mają odpowiedzi. A na pewno nie będzie postępu, gdy różne polonofoby będą atakowały Piłsudskiego.
  • @Krzysztof J. Wojtas 16:23:27
    "Napiszę tylko jedno: w czasie Bitwy Warszawskiej - Piłsudski był na froncie, a Dmowski w Poznaniu."

    Niech Pan powtórzy to tysiąc razy, aż stanie się prawdą.
  • @Krzysztof J. Wojtas 16:23:27
    "Francja blokowała dla nas pożyczki militarne, co bardzo utrudniło przezbrojenie armii. Dostawy nie dotarły do Polski w 1939 roku."

    Za to dzięki takiej "mundrości" później szkopy wlazły do Francji.

    Ukłony
  • @ Autor
    "Dziś, dla równowagi, tekst o R.Dmowskim pisany w duchu PiS."

    Aż mnie serce zabolało...

    5*

    Ukłony
  • @Krzysztof J. Wojtas 16:23:27
    No tak... Re.Dmowski rządząc w sposób autorytarny od 1926 do 39' przyczynił się do upadku II RP... Epokowe odkrycie historyczne.

    A co do frontu to Szanowny ma z pewnością rację. Wyrko kochanki to też "front", taki z okopami i rowami strzeleckimi :)))
  • @Jarek Ruszkiewicz SL 15:59:00
    Mówisz o tym:

    https://fakty.interia.pl/polska/news-zelenski-w-polsce-andrzej-duda-zadamy-powrotu-do-pelnej-inte,nId,4292440

    Powiem tak: drugiego takiego cymbała jak Chanukowicz to jedynie wsród dotychczasowych prezydentów III RP szukać (wyjątkiem był gen. Jaruzelski, który nigdy nie płaszczył się wobec Rosjan jak duduś w stosunku do rezunów. Ręce opadają
  • @MacGregor 16:43:27
    Tylko, że ten cymbał zostanie pewnie na następną kadencję...
  • Żeby Szanowny Wojtas nie mówił, że jako "swołocz i idiota"
    manipuluję to zamieszczam tekst dymisji "marszałka" złożonej na ręce premiera Witosa.


    Wielce Szanowny Panie Prezydencie!

    Przed swym wyjazdem na front, rozważywszy wszystkie okoliczności nasze wewnętrzne i zewnętrzne, przyszedłem do przekonania, że obowiązkiem moim wobec Ojczyzny jest zostawić w ręku Pana, Panie Prezydencie, moją dymisję ze stanowiska Naczelnika Państwa i Naczelnego Wodza Wojsk Polskich.

    Powody i przyczyny, które mnie do tego kroku skłoniły, są następujące:

    1) Już na jednym z posiedzeń R(ady) O(brony) P(aństwa) miałem zaszczyt wypowiedzieć jeden z najbardziej zasadniczych powodów. Sytuacja, w której Polska się znalazła, wymaga wzmocnienia poczucia odpowiedzialności, a przeciętna opinia słusznie żądać musi i coraz natarczywiej żądać będzie, aby ta odpowiedzialność nie była czczym frazesem tylko, lecz zupełnie realną rzeczą. Sądzę, że jestem odpowiedzialny zarówno za sławę i siłę Polski w dobie poprzedniej, jak i za bezsiłę oraz upokorzenie teraźniejsze. Przynajmniej do tej odpowiedzialności się poczuwam zawsze i dlatego naturalną konsekwencją dla mnie jest podanie się do dymisji. I chociaż ROP, gdy tę sprawę podniosłem, wyraziła mi pełne zaufanie i upoważniła w ten sposób do pozostania przy władzy, nie mogę ukryć, że pozostają we mnie i działają z wielką siłą te moralne motywy, które wyłuszczyłem przed ROP parę tygodni temu.

    2) Byłem i jestem stronnikiem wojny „a autrance” z bolszewikami, dlatego że nie widzę najzupełniej gwarancji, aby te czy inne umowy, czy traktaty były przez nich dotrzymane. Staję, więc z sobą teraz w ciągłej sprzeczności, gdy zmuszony jestem do stałych ustępstw w tej dziedzinie, prowadzących w niniejszej sytuacji, zdaniem moim do częstych upokorzeń zarówno dla Polski, a specjalnie dla mnie osobiście.

    3) Po prawdopodobnym zerwaniem rokowań pokojowych w Mińsku pozostaje nam atut w rezerwie – atut Ententy. Warunki postawione przez nią są skierowane przeciwko funkcji państwowej, którą prawie od dwu lat wypełniam. Ja: ROP, rząd czy Sejm, wszyscy mieliby do wyboru albo pozostawić mnie przy jednej funkcji, albo usunąć mnie zupełnie. Jest ona bardziej zgodna z godnością osobistą i jest praktyczniejsza. Pozostawienie mnie na jednym z urzędów zmniejsza mój autorytet i tak silnie poderwany i doprowadza z konieczności do powolnego zniszczenia tej siły moralnej, którą dotąd jeszcze reprezentuję dla walki i kraju. Biorę następnie pod uwagę mój charakter bardzo niezależny i przyzwyczajenie do postępowania według własnego zdania, co z warunkami postawionymi przez Ententę nie zgadza się. Wreszcie przeczy to systemowi, któremu służyłem w Polsce od początku swojej pracy politycznej i społecznej, której podstawą zawsze była możliwie samodzielna praca nad odbudowaniem Ojczyzny, ta bowiem wydawała mi się jedynie wartościowa i trwała. Obawiam się, więc że przy pozostawieniu [mnie] przy funkcjach przodujących oraz przy moim charakterze i przyzwyczajeniach wynikać mogą ze szkodą dla kraju tarcia większe i mniejsze, które nie będąc przyjemne dla żadnej ze stron, wszystko jedno skończyć by się musiały moim usunięciem się.

    Wreszcie ostatnie. Rozumiem dobrze, że ta wartość, którą w Polsce reprezentuję nie należy do mnie, lecz do Ojczyzny całej. Dotąd rozporządzałem nią jak umiałem samodzielnie.

    Z chwilą napisania tego listu, uważam, że ustać to musi i rozporządzalność moją osobą przejść musi do Rządu, który szczęśliwie skleciłem z reprezentantów całej Polski.

    Dlatego też pozostawiam Panu, Panie Prezydencie, rozstrzygnięcie co do czasu opublikowania aktu mojej dymisji. Również Panu wraz z Jego kolegami z Rządu pozostawiam sposób wprowadzenia w życie mojej dymisji i wreszcie oczekiwać wówczas będę rozkazu Rządu, co do zużytkowania moich sił w tej czy innej pracy. Co do ostatniego, proszę tylko nie krępować się ani wysoką szarżą, którą piastuję ani wysokim stanowiskiem, które posiadam. Nie chciałbym, bowiem mnożyć swoją osobą licznej rzeszy ludzi nie układającej się w żaden system, czy to z powodu kaprysów i ambicji osobistej, czy to z powodu słabości charakteru polskiego, skłonnego do wytwarzania najniepotrzebniejszych funkcji ze względów osobistych.

    Proszę Pana Prezydenta przyjąć zapewnienie wysokiego szacunku i poważania z jakim pozostaję.

    (-) Józef Piłsudski
    Belweder 12 sierpnia 1920
    https://www.jpilsudski.org/artykuly-publicystyka-felietony/poprawki-historyczne/item/2366-dymisja-pilsudskiego-w-przeddzien-bitwy-warszawskiej

    Wychodzi na to, że wielki "marszałek" w przededniu bitwy, która decydowała o polskim być albo nie być strzelił focha i pojechał wypłakać się do kochanki...
  • @Pedant 16:29:01
    Jak dyskutować z idiotą?
  • @Jarek Ruszkiewicz SL 16:42:55
    Miałem już wcześniej zastrzeżenia do twojej inteligencji, ale to tutaj - to zero, null i trzy metry mułu..
    Poważnie jesteś na takim poziomie?
    Jesli tak - przepraszam. Raczej sobie nie pogadamy więcej.
  • @Jarek Ruszkiewicz SL 17:26:17
    No jednak "swołocz , idiota i w dodatku kretyn".

    " obowiązkiem moim wobec Ojczyzny jest zostawić w ręku Pana, Panie Prezydencie, moją dymisję ze stanowiska Naczelnika Państwa i Naczelnego Wodza Wojsk Polskich."

    To nie jest ostateczna dymisja, a upoważnienie do dymisji przekazane do dyspozycji premiera rządu na wypadek, gdyby sprawy na froncie potoczyły się źle i korzystne byłoby zastąpienie niepokornego wodza jakimś spolegliwym Entencie chłystkiem (jakim później okazał się Sikorski).
  • @MacGregor 16:43:27
    Właśnie przeczytałem podany przez Ciebie link. Rzeczywiście ręce opadają oni do gen. Jaruzelskiego nawet pojarki nie mają. Mimo wszystko generał to przy tej bandzie szabesgoi i lizodupów to mąż stanu. Cały świat uzna, że Krym jest rosyjski, a oni będą gardłować. No chyba, że zmieni się mądrość etapu i pojawią się nowe rozkazy z Departamentu Stanu. Albo nowy reset w stosunkach amerykańsko-rosyjskich. Tylko jak kanalie typu Targalski i Żurawski vel Grajewski przełkną tę żabę? Przejdą do opozycji, czy na znak protestu wyemigrują do Banderlandu?
  • @Krzysztof J. Wojtas 17:31:56
    "Jak dyskutować z idiotą?"

    Ja bym Pana tak nie nazwał.
  • @Jarek Ruszkiewicz SL 17:26:17
    "Sytuacja, w której Polska się znalazła, wymaga wzmocnienia poczucia odpowiedzialności, a przeciętna opinia słusznie żądać musi i coraz natarczywiej żądać będzie, aby ta odpowiedzialność nie była czczym frazesem tylko, lecz zupełnie realną rzeczą. "

    No właśnie. Dotarło do niego, że należy, w tak krytycznej sytuacji, powierzyć dowodzenie prawdziwym zawodowym generałom. Była to mądra decyzja i za to należy mu się pochwała.
  • @Krzysztof J. Wojtas 17:42:22
    "na wypadek, gdyby sprawy na froncie potoczyły się źle i korzystne byłoby zastąpienie niepokornego wodza jakimś spolegliwym Entencie chłystkiem "

    Generał Rozwadowski nie był chłystkiem.
  • @zbig71 17:45:21
    "Tylko jak kanalie typu Targalski i Żurawski vel Grajewski przełkną tę żabę? "

    Przełkną i się wyprą.
  • @Pedant 17:52:26
    Albo banderowcy wezmą ich na utrzymanie.
  • @Jarek Ruszkiewicz SL 15:48:51
    Awantura Kijowska Piłsudzkiego mogła się skończyć przyłączeniem Ukrainy do Polski.
    Być może zabrakło poparcia tej polityki przez obóz Dmowskiego i brak z pół miliona dodatkowych żołnierzy na froncie uzbrojonych w broń niemiecką, francuską, angielską amerykańską.
    Szansą na to była słabość i rozbicie ówczesnej Rosji po przegranej I WŚ i po rewolucji jaka tam miała miejsce.

    Jak wspominali rodzice czy teście, przed wojną, spory polityczne tak dzieliły Polaków, że w jednej rodzinie brat był gotów zabić brata.
    To wynikało zapewne z tego, że Dmowski z Piłsudzkim nie byli w stanie iść ręka w rękę.
    Daje 5, bo trzeba poznawać różne opinie i z różnymi źródłami się zapoznawać.
  • @Jarek Ruszkiewicz SL 16:47:02
    Tylko, że ten cymbał zostanie pewnie na następną kadencję...

    A co Jarek już nie popiera Konfederacji.
    Konfa ma przecież swojego kandydata.
    Krzysiu mu na imię.
  • @zbig71 17:56:01
    "Albo banderowcy wezmą ich na utrzymanie."

    Kot zawsze spada na cztery łapy. Wstyd mi, ale jako dziecko postanowiłem to sprawdzić podrzucając kilkukrotnie naszego kota. I rzeczywiście tak spadał. Tajemnica polegała na tym że wirował swoim ogonem tak aby obrócić się we własciwą stronę ;)

    Mój kolega co studiował zoologię miał w domu kameleona. Niesamowity stwór, który patrzy się każdym okiem w inną stronę. Kolor zmieniał pięknie.

    https://youtu.be/ioblgpA5eTo?t=1m
  • @Krzysztof J. Wojtas 17:34:08
    No jasne że nie pogadamy. Z oczadziałymi pisiorami nie da się dyskutować.

    To teraz posłuchaj o Witosie i jak wyglądało to "upoważnienie" do dymisji. Ty naprawdę masz wszystkich za idiotów?...

    //pośród przedstawicieli najwyższej władzy na placu boju pozostał chłop – premier Wincenty Witos. On właśnie w krytycznym momencie wojny polsko-bolszewickiej 24 lipca 1920 r. stanął na czele Rządu Obrony Narodowej, który uzyskał poparcie wszystkich sił politycznych w kraju.
    W odezwie „Do Braci Włościan na wszystkich ziemiach polskich” 30 lipca 1920 r. Witos napisał: „Gdyby zaszła taka potrzeba, musimy podjąć walkę na śmierć i życie, bo lepsza nawet śmierć niż życie w kajdanach, lepsza śmierć niż podła niewola. Precz z małodusznością, precz ze zwątpieniem. Ludowi, który jest potęgą, wątpić nie wolno, ani rezygnować nie wolno! Trzeba ratować Ojczyznę, trzeba jej oddać wszystko – majątek, krew i życie, bo ta ofiara stokrotnie się opłaci, gdy uratujemy państwo od niewoli i hańby”. 5 sierpnia w odezwie rządowej apelował: „Żołnierze! Na Was patrzy i Wam ufa cała Polska, patrzy cały świat”. Coraz bardziej widoczny był już w tamtym czasie wzrost świadomości obywatelskiej stanu włościańskiego i coraz większe poczucie tożsamości narodowej chłopów.

    Naczelnik przybity
    Z pewnością zdawał sobie sprawę z odpowiedzialności, jaka na nim spoczywała. Czuł na pewno, że zbliża się chwila, która może zdecydować o dalszych losach nie tylko Polski, ale całej Europy. Miał też inne zmartwienia. Od kilku dni w ogniotrwałej szafie w prezydium Rady Ministrów przechowywał niezwykły dokument.

    Wraz z wicepremierem Ignacym Daszyńskim i ministrem spraw wewnętrznych Leopoldem Skulskim Wincenty Witos został zaproszony 12 sierpnia na spotkanie przez Naczelnika Państwa Józefa Piłsudskiego bezpośrednio po odbytym przez niego przeglądzie wojsk, którego stanem był bardzo załamany.

    Sam Witos tak wspominał to spotkanie z Piłsudskim: „W ciągu rozmowy wyjął z kieszeni niezapieczętowany list i odczytał go głosem ogromnie niewyraźnym i zmienionym. Na czterech kartkach małego formatu mieściła się dość obszernie umotywowana jego dymisja ze stanowiska Naczelnika Państwa. W piśmie tym zaznaczał między innymi, że nie wiedząc, czy i kiedy będzie mu dane wrócić z placu boju, którego losy uważa za niepewne, mnie prosi i upoważnia do zastępowania go na jego urzędzie. Co zaś do samej rzeczy i pisma, prosi o zachowanie bezwzględnej tajemnicy tak długo, jak tego będą wymagały stosunki, i ja sam uznam za potrzebne”.

    Dodać trzeba, że albo Witos niedokładnie zapamiętał, albo przeoczył ten fakt, że dymisja dotyczyła także funkcji Naczelnego Wodza, którą Piłsudski sprawował równocześnie z godnością Naczelnika Państwa. Jak wspominał Witos, Marszałek był bardzo poważny, a nawet przybity i niepewny. Tego samego też dnia opuścił on Warszawę, udając się – jak twierdzą źródła – do Puław.

    Po latach dopiero dowiadujemy się z książki żony Piłsudskiego, że w istocie udał się do majątku Wieniawy-Długoszowskiego, do Bobowa koło Tarnowa na spotkanie z rodziną.

    Gen. Maxime Weygand, szef francuskiej misji wojskowej, który wtedy przebywał w Polsce, napisał: „(...) wszyscy byli zdziwieni, a ja pierwszy, widząc, że wódz naczelny porzuca kierownictwo całości bitwy (...)”.

    Witos wielu ról
    W związku z zaistniałą sytuacją Wincenty Witos wypełniał funkcję premiera, Naczelnika Państwa oraz Naczelnego Wodza, ale dowództwo operacyjne powierzył gen. Tadeuszowi Rozwadowskiemu. Aby nie pogarszać i tak już trudnej sytuacji, Witos postanowił nie ujawniać złożonej na jego ręce dymisji, ani też jej nie przyjmować.

    Decydujące dla losów całej operacji warszawskiej wydarzenia rozegrały się w dniach 13–15 sierpnia. Dzięki geniuszowi strategicznemu gen. Rozwadowskiego u bram Warszawy nastąpił odwrót działań wojennych i rozpoczął się pościg za wojskami nieprzyjaciela. Nie do przecenienia w tym najtrudniejszym dla losów młodej polskiej państwowości pozostanie rola Wincentego Witosa, który wykazał się kwalifikacjami na przywódcę i męża stanu w sytuacji najwyższego zagrożenia państwa.

    Generał Weygand 21 sierpnia 1920 r., żegnając się z Warszawą, napisał tak: „To zwycięstwo, które jest powodem wielkiego święta w Warszawie, jest zwycięstwem polskim. Operacje wojskowe zostały wykonane przez generałów polskich podług polskiego planu operacyjnego. To bohaterski naród polski sam siebie uratował”.

    W tych dniach na czele narodu stał prezydent Rządu Obrony Narodowej – Wincenty Witos z pełnią całej władzy, wynikającą z pisma dymisyjnego Józefa Piłsudskiego. Szefem sztabu Wojska Polskiego był natomiast gen. Tadeusz Rozwadowski, dowódcą frontu północnego – gen. Józef Haller, a gen. Władysław Sikorski – nad Wisłą i Wkrą.

    W Bitwie Warszawskiej 14 polskich dywizji pokonało w walce 30 dywizji armii sowieckiej. W wymiarze militarnym autorem tej wiktorii pozostanie gen. Rozwadowski. Zwycięstwo to stawia go z pewnością w rzędzie z najwybitniejszymi polskimi dowódcami na przestrzeni naszych dziejów.

    Hipotez na ten temat jest wiele i nie moją rolą jest odnosić się do nich w tym momencie. Pewne jest, że po zwycięskiej Bitwie Warszawskiej Piłsudski szybko przeszedł do porządku dziennego nad swoją dymisją. Witos tak to opisał: „Kiedy zaś minęły ciężkie dni wojenne, pojechałem do Belwederu i oddałem pismo jego autorowi, będącemu wówczas w innym zupełnie nastroju. Biorąc je ode mnie i dziękując za solidne, jak mówił, postępowanie, twierdził, że o tym zupełnie zapomniał”.

    Zapomniał. Pamięć jak widać w polityce nie jest kwalifikacją pożądaną, bo czasem wymaga wdzięczności. Lepiej zapomnieć niż pamiętać zarówno o roli Witosa, jak i gen. Rozwadowskiego czy też grona wybitnych generałów: Hallera, Sikorskiego, Latinika, Zagórskiego, stojących na czele niezłomnych oddziałów Wojska Polskiego, zwłaszcza że samemu się w tym czasie zwątpiło.

    W swoich wspomnieniach Witos dodaje jeszcze: „Moje zachowanie się wobec Piłsudskiego było chyba zupełnie bez zarzutu, niestety, pan Naczelnik wcale się wobec mnie dżentelmenem nie okazał. Mimo wszystko swego postępowania nie żałuję, choć nieraz gorycz przychodzi”.//

    No cóż... Ten "marszałek" jak już rozwalił demokrację w 26' to zabił kogo się dało albo wsadził do więzienia. Wszystkich tych, którzy pamiętali jego rejterade.
  • @Oświat 17:58:59
    "Awantura Kijowska Piłsudzkiego mogła się skończyć przyłączeniem Ukrainy do Polski."

    Wątpię. Polacy mieli trudności z pacyfikowacją mniejszej części Ukrainców, z całą Ukrainą mogli po prostu przegrać.
  • @Oświat 18:04:21
    Jestem realistą i wiem, żydki z PiS się zesrają, żeby cymbał wygrał.
  • @zbig71 17:45:21
    Przełkną bo to qrvy są.
  • @Pedant 17:46:46
    A ja bym się nie popisywał uwagami wskazującymi taki poziom intelektualny.
  • @Pedant 17:51:31
    Nie było rozważane zastąpienie Piłsudskiego Rozwadowskim.
  • @Krzysztof J. Wojtas 18:51:26
    "A ja bym się nie popisywał uwagami wskazującymi taki poziom intelektualny."

    Jak by Pan mógł, to na pewno by się popisywał.

    https://www.youtube.com/watch?v=LFKLbsKrWSw
  • @Jarek Ruszkiewicz SL 18:10:14
    "Z chwilą napisania tego listu, uważam, że ustać to musi i rozporządzalność moją osobą przejść musi do Rządu, który szczęśliwie skleciłem z reprezentantów całej Polski.

    Dlatego też pozostawiam Panu, Panie Prezydencie, rozstrzygnięcie co do czasu opublikowania aktu mojej dymisji. Również Panu wraz z Jego kolegami z Rządu pozostawiam sposób wprowadzenia w życie mojej dymisji ..."

    Ciekawostka, że list kierowany jest do Prezydenta i pozostawiony do dyspozycji Premiera Rządu, który Piłsudski sklecił - jako rząd jedności narodowej . Gdy zwolennicy endecji (jak Dmowski) spiepszyli.
    (Fakt, że Prezydentem Rządu nazywano niekiedy Premiera).

    Niemniej twoja narracja jest celową mieszaniną wybranych cytatów i własnych interpretacji tworzących manipulacje . Dla mnie - na poziomie "swołocz, idiota , a do tego manipulant".
    Starczy?
  • @Krzysztof J. Wojtas 19:10:02
    No dobra, coś więcej oprócz inwektyw Szanowny potrafi? Bo jak na razie to nędzę widzę...

    Dymisja została złożona (fakt bezsporny), Witos zachował się jak Wielki Mąż Stanu (bo nim był). Tak trudno to przyznać? Lepiej brnąć w śmieszność i robić z siebie buca?
  • @Jarek Ruszkiewicz SL 19:37:18
    Tak trochę poza tematem.
    Widzę,że twoja notka wylądowała w dziale "co piszą inni" a tymczasem wklejki pisowskich szczekaczek wiszą całymi dniami na czołówce strony.
  • @Krzysztof J. Wojtas 16:23:27
    Piłsudski złożył dymisje i kazał sie kochance pakować. Mieli wiać do Szwajcarii. Proponuję poczytac źródła, w tym pamiętniki
  • @Krzysztof J. Wojtas 17:34:08
    Z prawdą OWjtas chce polemizować? Czyli cywilizacja Wojtasa ma obyć oparta na kłamstwie założycielskim? I już ciśnienia Pan nie trzyma? Slabiutkie nerwy, oj słabiutkie
  • @Krzysztof J. Wojtas 17:42:22
    A to że ten tchórz kazał kochance się pakować i szykowac do ucieczki do Szwajcarii? Ot,
  • @Oświat 17:58:59
    Bzdura. Awanturnicza wyprawa kijowska leżała w interesie Niemiec. Wtedy były plebiscyty i byli Polacy, którzy zaglosowali za przyłączeniem do Niemiec. Przez takie awanturnictwo. Ukraińcy byli nam wrodzy i wojska byłe ZURL w dużej części dołączyły do Armii Czerwonej. Brakło pół miliona wojska bo z czego mieliśmy je stworzyć. I wrodzy Niemcy mieliby nas dozbrajać? Oraz antypolscy Anglicy i Amerykanie, któzy WYcofywali się z Europy? Niezły historical fiction.
  • @Jarek Ruszkiewicz SL 19:37:18
    Piłsudczycy to sekta. tak jak neopiłsudczycy z sanacji
  • @Wican 15:45:53
    z neosanacji czyli z PiSiactwa
  • PROŚBA O KONTAKT
    Jarku proszę o kontakt ,nie mam innej możliwości więc tą drogą Pozdrawiam Stefan Michał Dembowski USA warszawact@yahoo.com
  • @wolny obywatel 14:28:28
    "Jarku proszę o kontakt ,nie mam innej możliwości więc tą drogą Pozdrawiam Stefan Michał Dembowski USA warszawact@yahoo.com"

    Jest tu wewnętrzna poczta :)

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
     12
3456789
10111213141516
17181920212223
242526272829 

ULUBIENI AUTORZY

więcej