Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
422 posty 14452 komentarze

SpiritoLibero

Jarek Ruszkiewicz SL - Oprócz mojego mistrza, Mahatmy Ghandiego, Mistrza od zawsze, szanuję i modlę się za Józefa Jerzego Kukuczkę. Pierwszy to Mistrz walki bez przemocy a drugi to największy wyczynowiec jakiego Polska wydała.

W ustawie o IPN należy wprowadzić poprawki

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Dziwna akcja prezydenta Dudy wywołała nową falę komentarzy. Wygląda na to, że nasz "wódz" chciał zarobić rubelka (wyborcy) i cnoty nie stracić (promotorzy z sanhedrynu).

Wyszło jak wyszło i nie ma co rozdzierać szat.

Otwiera się jednak nowa możliwość, dość nierealna a warta wzięcia pod uwagę. Otóż ta ustawa wprowadzając furtkę depenalizacji dla "artystów" i "naukowców" jest dziurawa i stanowi w sumie martwe prawo. Gross będzie mógł cały czas pluć na Polskę i co mu zrobimy? "Naukowcy" tak samo.

Izraelska ustawa, na którą powołują się nasi politycy nie dopuszcza takich wyjątków. Starczy, że ktoś podejmie badania na holokaustem bez błogosławieństwa żydów ryzykuje natychmiastową stygmatyzacją, więzieniem czy jak śp. dr.Dariusz Ratajczak nawet głową. Wiem doskonale, że tą drogą nie pójdą "nasi" politycy, prędzej popełniliby sepuku. Ale może kiedyś, gdy w Polsce będą już rządzić Polacy to czemu nie?

Osobiście jestem wrogiem karania za słowa i poglądy no ale skoro taka jest mądrość etapu i nasi straszni bracia wytyczyli szlak? Polacy mają czyste papiery i sumienie, mimo jakichś incydentalnych przypadków szmalcownictwa. Niech żydzi zajmą się swoimi szmalcownikami i pomagierami niemieckiej machiny zbrodni. My oczywiście powinniśmy im w tym pomóc. Starczy przepytać żyjących jeszcze świadków i przestudiować archiwa. No i oczywiście Jedwabne, tak na dobry początek, które spolegliwy prez.Kaczyński usiłował ukryć na wyraźne życzenie żydów..

Wierzę, że prawda się obroni tylko trzeba jej trochę pomóc. Kłamstwo ma krótkie nogi i daleko nie ucieknie.

KOMENTARZE

  • Optymista
    Poprawki?
    Ta ustawa zostanie teraz zarżnięta, a nie poprawiona. Na 99, 9%.

    Wtedy będzie dopiero rozdzieranie szat, a raczej całego kraju, kiedy będziemy płacić syjonistom za dawno nieistniejące majątki umarłego bezpotomnie żydostwa.

    Duda po razy któryś z rzędu okazał się zdrajcą. Nic nowego pod słońcem.
    Zresztą wcale bym się nie zdziwiła, gdyby to wszystko nie było z góry ukartowane po to, żeby Polacy płacili i na dodatek mieli oficjalnie na cały świat przyprawioną gębę nazistów i antysemitów, a na dodatek mieli V kolumnę rezunów na karku. W końcu, jakby nie było, chodzi o zlikwidowanie państwa polskiego i utworzenie Polinu.
    https://youtu.be/x6i4U4IB7gg

    Podaj dalej, choć zakończenie nie jest nazbyt fortunne
    https://youtu.be/SztV961KKhA
  • @Lotna 20:10:58
    Ta notka to takie pobożne życzenia, sam w to nie wierzę dopóki rządzi PO-PiS.

    O ustawce pisałem poprzednio i coraz bardziej się w tym utwierdzam.
    https://spiritolibero.neon24.pl/post/142262,polska-izrael-czyli-wielka-ustawka
  • Do podobnych wniosków doszedłem już u Huskyego
    Dowolna "prawda" będzie prawdziwa jeśli tylko ktoś podpisze się jako naukowiec albo artysta. No może tylko dziennikarzom się trochę przytnie możliwość pisania bzdur, ale zawsze można powiedzieć, że to opowiadanie, nie artykuł, czyż nie?
  • @Zawisza Niebieski 20:16:38
    No jasne, opowiadanie czy nowelka to już forma "artystycznego" wyrazu :(
  • Załatwią nas w sposób naukowy i artystyczny
    W 55 artykule m.in jest takie zdanie:
    3. Nie popełnia przestępstwa sprawca czynu zabronionego określonego w ust. 1 i 2, jeżeli dopuścił się tego czynu w ramach działalności artystycznej lub naukowej”.

    No i co Wy na to?
  • zgodnie z ta ustaw(k)ą dziennikarze nie będą mogli pisać do siebie o polskich obozach, ale...
    jeżeli będą pisali np recenzję książki Grossa, albo jakiegoś innego malowanego ptaka lub "naukowca", to już będą mogli pisać o polskich obozach śmierci.

    Czy więc pan Duda i inni panowie i panie z Sejmu nie wiedzieli za czym głosują i co podpisują?
    Czy możemy ich wszystkich posądzać o aż tak wielki brak inteligencji?
  • @nikander 20:27:46
    większość polaczków na to... nic...
  • @Nibiru 20:36:04
    Ja bym pogrzebał w starych księgach hipotecznych.
    Ogromna większość żydów, którzy ewakuowali się z Polski już w 37' (skąd wiedzieli?) zadłużyła swoje kamienice i biznesy do granic możliwości. Kasę przeżarli a teraz chcą zwrotu kamienic.
  • @Nibiru 20:44:21
    // dostał funt kiełbasy aby bronił swojej rasy.//

    Nawet nie czujesz jak rymujesz :)))
  • @Nibiru 20:49:27
    Tu się nie ma co skupiać na tupecie i bezczelności bo to ogólnie wiadome.
    Konkrety - żydowski właściciel - hipoteka - i zobaczymy czy nie powinni dopłacić. Papier się liczy. Sądy pracują na dokumentach.
  • @Jarek Ruszkiewicz SL 20:53:24
    Im dłużej trwa ta hucpa tym do większej liczby ludzi dociera, że coś w tym śmierdzi.

    Wrogie zamierzenia odwracają się na naszą korzyść. Zatem - niech to wszystko trwa jak najdłużej.
  • @Krzysztof J. Wojtas 22:22:31
    Wyjątkowo się z Panem zgadzam, Panie Wojtasie (ostatnio rzadko to nam się zdarza ale to może znak, że ja dorastam a Pan dojrzewa?... :)

    Niech ta bajka trwa jak najdłużej to powalimy tę chazarską narrację szybciej jak im się wydaje. I tu jest duża rola blogerów, ja zacznę odgrzewać stare notki bo kiedyś dużo o tym pisałem a Pan niech pisze na bieżąco.
    Czuj Druh!
  • @Jarek Ruszkiewicz SL 22:53:04
    Tak tak .. wielu już krzyczy ...Polska Chrystusem Narodów .. reszte sobie dopowiedz .
  • @fabi 23:27:13
    Bo jest :)

    Masz jakieś inne dane? I tego musimy się trzymać bo chyba dość kopania po dupie. Nie uważasz?
    Wszystkim pomagaliśmy i za "wolność waszą" a gdzie NASZA?

    Tę bajkę wymyślił Mickiewicz (niepewnego pochodzenia) do spółki z Tołwińskim, talmudystą. Ale coś w tym jest.
  • Kim są i prawdziwe nazwiska syjonistów rządzących Polską.
    Resident Polin:

    Andrzej Duda – nazwisko prawdziwe, Aaron Feigenbaum, ojciec żyd, matka Polka, dlatego za żonę wziął żydówkę, Kornhauser, dzieci są 100% żydami

    The boss of the party:

    Jarosław Kaczyński – nazwisko prawdziwe, Kalkstein, żyd z Odessy, ojciec nieznany, matka żydówka, kot po koneksjach rodzinnych, żyd.

    Prime Minister:

    Mateusz Morawiecki – przyznaje się do pochodzenia żydowskiego. Zajmowane stanowiska mówią jednoznacznie, że jest banksterem żydowskim. Człowiek który notorycznie powtarza zwrot; zrównoważony rozwój, to człowiek bandy NWO! Wystarczy przeczytać założenia Agendy 21 i wszystko staje się jasne.

    Zdradzają ich anatomiczne szczegóły. USZY!

    Jeśli nie wiemy, czy dany osobnik jest żydem, stajemy na przeciwko delikwenta, twarzą w twarz w odległości 1 maksimum 2 metry i patrzymy na jego USZY. Jeśli uszy danego człowieka odstają od głowy i w ich górnej części wyginają się na zewnątrz a w dolnej nie mają opuszka (zwisającego zgrubienia) oraz są duże, to mamy do czynienia z żydowskim parchem.

    Słowianie mają uszy przylegające do głowy, niezbyt duże i tworzące linę równoległą do głowy (tak mniej więcej) a na dole ucha, mają spory, gruby opuszek.

    Nie wierzycie, więc sprawdźcie!

    Pamiętajcie, że jesteśmy jako społeczeństwo, bardzo mocno wymieszani przez ostatni 1 000 lat, jednak zasady pozostają niezmienne. Jeśli na dole ucha, nie ma opuszka, lub jest taki bylejaki to prawie na 100% osobnik ma żydowskie konotacje.
  • A może właśnie o to chodziło "naszym" Żądzącym,
    gupi naród wszystko kupi, trochę hałasu a idy, pokłosia i sąsiedzi będą teraz pokazywać "prawdę najprawdziwszą bez konsekwencji", może uda się opanować stwierdzenia o campach, ale reszta ta najbardziej ważna zostanie, czy to wielbłąd czy celowa ustawka czy bezdennie głupie POdejście inteligentnych inaczej ?
  • Żydzi wzięli już więcej niż im się należało
    Postawa Dudy jest haniebna. Tzw.kłamstwo oświęcimskie nie ma żadnych furtek w postaci badań naukowych czy twórczości artystycznej (potocznie obok artystycznej wymienia się literacką). Ambasador Izraela alarmuje o rosnącym antysemityżmie w Polsce (a skąd takie zdziwienie?), jakaś dziennikarka w Izraelu na twitterze 14 razy (do wczoraj) pisze "polskie obozy śmierci", do sieci wypuszczane są masowo antypolskie rysunki. Niemiecka prasa w Polsce milczy. Ta warunkowa ustawa ma wejść w życie po 14 dniach od opublikowania w dzienniku ustaw. Zobaczycie, jak w tym czasie się wzmogą antypolskie ataki.
    A tu o "bogactwie" Żydów w przedwojennej Warszawie- reportaż z Nowego Głosu rok 1938 z inspiracji artykułów w gazetach żydowskich o potędze, bogactwie i szczęśliwości "Mędrców Syjonu":https://retropress.pl/nowy-glos/jak-zyja-warszawscy-medrcy-syjonu/
    Babcia opowiadała, że parobek żydowski na wsi wygrażał się, że niedługo to im Polacy będą usługiwać.
  • @nikander 20:27:46
    No i wszystko git jest, tylko Żyd nie doczytał.

    Na wszelki wypadek TK powinien zobligować knesejm IIIŻydo-RP do wprowadzenia kosmetycznej poprawki, którą należy zapisać już na początku treści ustawy:

    "Nie dotyczy Żydów."
  • @Uchoigielne 01:52:36
    Rasista
  • @Uchoigielne 01:52:36
    //Andrzej Duda – nazwisko prawdziwe, Aaron Feigenbaum, ojciec żyd, matka Polka, //

    Aaron Dovid Avigdor Feigenbaum

    zdjecie z I komuni

    https://res.cloudinary.com/njcd/image/upload/c_fill,h_190,w_190/v1/miami-18/zbhq19qpuhg22o7okca2
  • @wercia 09:23:36
    A niby co im się należało?

    Żydowskie majętności (domy, fabryki, działki) w IIRP były zadłużone w polskich bankach hipotecznie średnio na ponad 80% ich wartości. Nigdy po po wojnie nie spłacili zadłużenia.
    W IIRP nie płacili podatków - więc co im się należy?
    Żydowską kulturę (wydawnictwa, szkolnictwo, etc.) musiał opłacać polski podatnik - takie były zapisy małego traktatu wersalskiego z 1919r.
    Żydowską kulturę musiał opłacać także podatnik ukraiński będący obywatelem IIRP, ale IIRP nie miała obowiązku finansowania kultury ukraińskiej.
  • @Krzysztof J. Wojtas 11:23:55
    Taki głupi jaki ty będziesz, to ty jeszcze nie byłeś!

    Świetlana przyszłość przed tobą, wiejski głupku!
  • @Uchoigielne 15:32:14
    https://i.wp.pl/a/f/jpeg/29006/komentuj2_wp_600.jpeg
  • @Jarek Ruszkiewicz SL 20:41:07
    https://niezlomni.com/wp-content/uploads/2018/02/pjimage-4-16.jpg

    Wiele mówiąca mapa i lista pytań, które rzucają nowe światło na sprawę Jedwabnego. O zapomnianym niemieckim zbrodniarzu wojennym, który urządzał identyczne masakry w okolicach Jedwabnego [WIDEO] Liczni historycy, politycy i publicyści postulują przeprowadzenie ekshumacji w Jedwabnem, która obaliłaby wiele mitów narosłych wokół tej zbrodni. Ostatni konflikt dyplomatyczny z Izraelem sprawił, że do tematu wrócono. W tym kontekście padają liczne pytania, które stawiają pod znakiem zapytania przyjętą narrację o Jedwabnem jako polskiej zbrodni na żydach. Portal Geneaologia Polaków opublikował listę pytań z wymowną mapą. Oto one:

    1. Jak to się stało, że w okolicznych wsiach po kolei zbrodni dokonywało komando niemieckie, a tu tylko Polacy?


    https://niezlomni.com/wp-content/uploads/2018/02/mapa.jpg

    2. Kto schował w Jedwabnem 100 żydów, skoro mieszkańcy ich palili?
    3. Dlaczego żyli oni potem tam bezpiecznie wśród owych oprawców, a niektórzy przeżyli tam nawet wojnę?
    4. Skąd polscy wieśniacy mieli 270 litrów benzyny – ilość potrzebną do podpalenia stodoły?
    5. Dlaczego zeznania o udziale Polaków wymuszano torturami?
    6. Dlaczego świadkom płacono alkoholem?
    7. Dlaczego oprawcy w SB wymuszający tortury mieli żydowskie nazwiska?
    8. Dlaczego prace były prowadzone z dala od miejsc kaźni?
    9. Dlaczego zabroniono prac archeologicznych w chwili, gdy znaleziono niemieckie łuski? [raport prof. Koli – red.]

    Rzadko przywoływaną postacią jest Hermann Schaper – niemiecki zbrodniarz wojenny, który działał w okolicach Jedwabnego. Od 1960 roku oskarżany przez niemieckie prokuratury do spraw zbrodni wojennych (Ludwigsburg), obciążony przez Karla von der Groebena, Komisarza okręgowego (Kreisskomissar) Łomży wymordowaniem tamtejszych żydów, został też rozpoznany ze zdjęć przez dwóch świadków z Izraela – Chaję Finkelsztajn z Radziłowa oraz Izzaka Felera z Tykocina – jako dowodzący pogromami w tych miejscowościach: 7 lipca 1941 w Radziłowie i 25 sierpnia w Tykocinie. Metody stosowane przez Schapera i jego patrole śmierci w tych masakrach były identyczne z przebiegiem mordów w Jedwabnem – zaledwie kilka kilometrów dalej, w kilka dni później. Schaper nie przyznał się do zarzutów i Niemcy uznali dowody za niewystarczające do osądzenia go. Kłamał przed sądem utrzymując, że w 1941 roku był kierowcą ciężarówki i posługiwał się fałszywymi nazwiskami. Pomimo pozytywnego rozpoznania go przez świadków sprawę przeciw Schaperowi zamknięto 2 września 1965 roku. Temat Jedwabnego był poruszany także na antenie Radia Wnet:

    https://youtu.be/d81Zrgx-Wys


    Warto w tym kontekście przypomnieć relacje świadków, które przeczą oficjalnej narracji. „Jak skończymy to robić z żydami, to samo będziemy robić z wami, Polakami”. Polacy są opisywani jako sprawcy mordu w Jedwabnem. Tymczasem relacje świadków, przytoczone przez miesięcznik „Wpis” pokazują, że główna wina spoczywa na Niemcach.


    Czytamy tam m.in. że to Wacław Kujbida odnalazł i nagrał oraz spisał opowieści naocznych świadków tragicznych wydarzeń. Oto główne fragmenty:

    Hieronima Wilczewska nie wygląda na swoje 80 lat. Szczupła sylwetka, elegancka sukienka, siwe włosy upięte wysoko w kok z tyłu głowy. Zawsze w ręce albo gdzieś obok nieodłączny różaniec.

    Urodziłam się i mieszkałam obok Jedwabnego, we wsi Kucze Wielkie.

    — zaczyna opowieść pani Hieronima.

    Stamtąd chodziłam w niedziele i na nauki przed komunijne do kościoła; wtedy, w ten czwartek też przyszłam z Kucz do Jedwabnego. Kiedy wchodziliśmy do kościoła, nic specjalnego nie spostrzegliśmy. Dopiero kiedy wyszliśmy z niego, zobaczyliśmy, że pędzą tłum ludzi do stodoły. Był wielki krzyk i zamieszanie. Podbiegliśmy wszyscy za nimi. Jak to dzieci. Ciągle ich widzę. Ciągle słyszę ten ich krzyk w mojej głowie. Co dnia i na nowo. I codziennie się za nich modlę. (…)

    — mówi.

    Stłoczonych pędzili ich tam krzykami, do tej stodoły. Do środka. Starszych popychano jednych na drugich, a dzieci, które zostawały na końcu, wrzucali na samą górę. Ot tak, brali za kark, za ramię i wrzucali na sam wierzch.

    Kto? Cywile czy umundurowani? —pytam.

    Niemcy

    —pewnie i bez chwili namysłu odpowiada pani Hieronima, dodając:

    To byli Niemcy. Mieli mundury Gestapo. Czarne mundury.

    Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że to, co powiedziała pani Wilczewska, potwierdzało trop prowadzący do prawdziwych sprawców zbrodni. Wbrew powszechnemu mniemaniu w czasie II wojny czarne mundury nie były tylko w powszechnym użyciu SS, nosili je oficerowie i żołnierze tylko niektórych, specjalnych oddziałów, w tym Allgemeine SS, w tym Einsatzkommando SS Zichenau-Schröttersburg operujące na tych terenach pod dowództwem Hauptsturmführera SS Hermanna Schapera. O tym jednak ośmioletnie dziecko nie mogło wiedzieć. (…) Upewniam się, co do tych Niemców, pytając:

    I po jakiemu mówili?

    Po niemiecku. To byli Niemcy. Nawet twarzy nie mieli jak nasi ludzie. Jak Polacy. Wtedy, jak chciałam podać tym Żydom wody, to Niemiec szarpnął mnie, wrzeszcząc: „Raus, du verfluchte Scheisse!”, po niemiecku. Ale inny oficer podszedł do mnie i powiedział, ale nie po niemiecku, tylko po rosyjsku: „Przypatrzcie się teraz uważnie, co robimy. Bo jak skończymy to robić z Żydami, to to samo będziemy robić z wami, Polakami”.

    —mówiła pani Hieronima.

    Dlaczego mówił po rosyjsku? Skąd się tam wziął Rosjanin w niemieckim mundurze? Trudno powiedzieć, ale wiadomo, że w latach 1939-1941 Gestapo ściśle współpracowało z NKWD w likwidacji podziemia i politycznej opozycji na terenach okupowanych przez Sowietów i przez Niemców. (…)

    Jak już ich tam zagonili to z takich długich karabinów zaczęli psikać na tę stodołę wodą. Jak to podpalili, to domyśliłam się potem, jak byłam starsza, że to musiała być benzyna, nie woda. Od razu się wszystko zajęło. Wkoło ten ogień tak poszedł… I ten krzyk tych ludzi w środku… Ten straszny krzyk! Ciągle to mam w uszach…

    —wspomina dalej pani Hieronima.

    Starsza pani zaciska dłoń w dłoni. W jej opowieści wielokrotnie powraca tych kilka utrwalonych na zawsze w pamięci dziecka obrazów. I krzyk umierających, palonych żywcem ludzi. Wcześniej ośmioletnia dziewczynka chciała koniecznie podać wodę do picia ofiarom. Nie mogła, bo Niemcy ją odgonili – ta woda wraca również w opowieściach pani Wilczewskiej. Jako dziecko zapamiętała, że następnego dnia, po wygaśnięciu ognia i zawaleniu się resztek stodoły, niektóre z nadpalonych, nieludzko poparzonych ofiar jakimś cudem żyły jeszcze w tych popiołach, i że niemieckie oddziały otaczały kordonem to drgające w agonii ludzkie pogorzelisko, nie pozwalając do samego końca zbliżyć się tam nikomu.

    Pytam, czy ktoś przed nami nie próbował przeprowadzić z nią wywiadu. Było paru dziennikarzy. Zapisywali rozmowy, ale potem nigdy nic się nie ukazało. Dlaczego? Rozmawiamy o kamiennym pomniku, postawionym po wojnie przez mieszkańców w miejscu zbrodni. O tym, na którym napisano, że zbrodni dokonali Niemcy, a który – zniknął. Mówimy jeszcze o oszczerstwach zarzucających Polakom udział sprawczy, o absurdach tych kłamstw. Polacy w czasie szalejącego terroru niemieckiej okupacji nie mogli po prostu fizycznie poza kontrolą Niemców przeprowadzić na własną rękę tego typu akcji. (…)

    Na zakończenie mówię pani Hieronimie o innej, napisanej po angielsku książce, przedstawiającej Polaków światu z podobnej perspektywy. To „Inferno of Choices” (Piekło wyborów), antypolska publikacja sponsorowana przez polskie MSZ i promowana oficjalnie latem 2012 r. przez polskie placówki dyplomatyczne za granicą. Również w kanadyjskiej Ottawie. Pani Wilczewska milczy zaszokowana. Ja po chwili też. Właściwie nie ma na to żadnych słów. Gdyby tylko te nieszczęsne ofiary mogły przemówić… Może kiedyś przemówią. Również i do oszczerców. Pani Hieronima apeluje do dziennikarzy o przekazywanie prawdy o Jedwabnem. (…)”


    https://youtu.be/sajQZyiGP7Y Jest również zeznanie drugiego świadka, umieszczone w tej samej relacji Wacława Kujbidy, zasłużonego działacza polonijnego walczącego jak może o dobre imię swego narodu, także na uchodźstwie. Oto obszerne fragmenty, również pochodzącego z miesięcznika „Wpis”:

    „Dom państwa Boczkowskich znajdował się jakiś kilometr, półtora na południowy-wschód od miasteczka, pomiędzy Jedwabnem a wioską Grądy Małe. W ten czwartek, 10 lipca, 12-letni chłopiec, jak prawie codziennie, poszedł wraz z kolegą do Jedwabnego. Znaleźli się tam około drugiej po południu. Kiedy dochodzili do centrum, większość ludności żydowskiej już zgromadzono na rynku. Ale spędzanie ludzi trwało dalej.

    Minęło zaledwie dziewiętnaście dni od wkroczenia na te tereny armii niemieckiej

    —przypomina Stefan Boczkowski, dodając:

    Jak doszliśmy do okolic rynku zorientowaliśmy się, że pędzą na rynek ludność polską pochodzenia żydowskiego. Z okolicznych domów. Musieli to robić już wcześniej, od rana, bo jak przyszliśmy do Jedwabnego, to już było tam całkiem sporo ludzi zapędzonych. Do niektórych domów wracali po kilka razy, bo widocznie nikogo tam nie zastali za pierwszym razem.

    Kto? —pytam.

    Niemcy. Wojsko niemieckie. To nie był tylko czysty Wehrmacht tylko Einsatzkommando. Takie specjalne oddziały do czystek etnicznych. Do Cyganów, Żydów, komunistów. Einsatzkommando, po prostu siły bezpieczeństwa. To Einsatzkommando szło zresztą po kolei, od Grajewa w stronę Jedwabnego. Byli w Wąsoszu, później w Łapach, w samym Białymstoku. Po kolei. Tak jak Niemcy wchodzili. Trzeba też wymienić Stawiski. Tam ich nie spalono w stodole, jak gdzie indziej, tylko rozstrzelano – to było dzień wcześniej albo dzień później niż w Radziejowie. A Radziejów był 7 lipca.
    Znowu pytam o mundury, o kolor uniformów.

    Te były różne. Były zielonkawe zwykłego feldgrau (oficjalna nazwa szarego i zielonego koloru mundurów Wehrmachtu – przyp. red. „Wpis”), czarne sił bezpieczeństwa i Gestapo. Jedni byli w butach, inni w kamaszach. Ale najwięcej było tego takiego zielonkawego feldgrau.

    Mały Stefan biegał tam z kolegami, chodzili niespokojnie dookoła przez kilka godzin. Były wakacje. Przyglądaliśmy się temu wszystkiemu, spotkałem też innych naszych kolegów ze szkoły. Piotrek Dąbrowski, Henryk Mankiewicz. I nie tylko oni. Zresztą, wśród tych, których pędzili środkiem ulicy też widzieliśmy znajome osoby. Przecież wszyscy się tam znaliśmy. Widziałem jak prowadzili Bromsztejnów, Grądowskich. Bromsztejn bo do naszej klasy chodził, do piątej; to i rodzinę znałem.

    Rodziny żydowskie prowadzili na rynek Niemcy. Ale mały Stefan Boczkowski zauważył też idącego z niemieckimi żołnierzami Polaka, właściciela małego warsztatu mechanicznego, do którego czasem chodził naprawiać rowery.

    Co pan z tymi Niemcami tu robi?

    —zapytał Stefan.

    Weszli do mojego domu i kazali iść ze sobą i pokazywać gdzie mieszkają Żydzi. Powiedzieli, że jak tego nie zrobię to zostanę natychmiast rozstrzelany. Pójdziesz teraz z nami i pokażesz, gdzie mieszkają Żydzi, których znasz. Jak nie, to kula w łeb! Mają ich prowadzić na jakieś roboty czy coś takiego.

    Niemcy wybrali sobie z każdej większej ulicy po kilku mieszkańców i kazali im, pod groźbą śmierci, pokazać gdzie mieszkają ich sąsiedzi pochodzenia żydowskiego. Ten podły przymus stosowany był zresztą przez okupanta nie tylko w Jedwabnem. Cała diabelska machina tej wojny, morderstw i okupacji zarówno z niemieckiej, jak i sowieckiej strony, siała nienawiść również i w ten sposób, że szczuła na siebie różne, żyjące dotychczas przez stulecia obok siebie w symbiozie i spokoju grupy etniczne. Zresztą, czy tylko wtedy i tylko tam stosowano taką metodę?

    Pod lufami niemieckich karabinów prowadzono więc Niemców do drzwi domów żydowskich, chociaż niektóre z tych domostw były już puste. Rodziny zdążyły albo uciec przed chwilą albo opuściły Jedwabne 19 dni wcześniej; ci zabrali się z uciekającymi Sowietami jako bardziej znaczni urzędnicy NKWD.

    Chociaż nie dobrowolnie, to jednak ludzie szli nie próbując właściwie żadnych rozpaczliwych ucieczek, oczywistych jak by się wydawało, prób ratowania w takiej sytuacji swojego życia. Nie próbowali, bo oni po prostu nie wiedzieli, nie zdawali sobie sprawy z tego, że idą na śmierć. Niemcy okłamali ich i w tej, ostatecznej sprawie. Tak zresztą jak mieli już kłamać wszędzie i zawsze, w takich i podobnych sytuacjach, do końca wojny.

    Nie

    —potwierdza pan Stefan

    – nie wiedzieli. Niemcy mówili im, że będą ich przydzielać do jakichś prac, albo do porządkowych na rynku, albo do jakichś gałęzi przemysłu niemieckiego, zależnie od wieku. Tak samo mówili tym Polakom, którym kazali wskazywać te domy.

    Wracam jeszcze pytaniem do tych oddziałów, prowadzących ofiary i do mieszkańców Jedwabnego.

    Ilu było tych mieszkańców, których Niemcy zmusili do wskazywania domostw z rodzinami pochodzenia żydowskiego?

    Na każdej głównej ulicy, w stronę rynku, prowadzono tych ludzi. Na Łomżyńskiej, Przytulskiej, Wiskiej, Przestrzelskiej. Tak się podzielili. Cztery, pięć głównych ulic. Było po trzech, czterech niemieckich funkcjonariuszy z bronią i po dwóch, trzech mieszkańców Jedwabnego. No, to łatwo policzyć. Ale Niemcy im nie pozwolili odejść, jak już doszli do rynku. Powiedzieli, żeby teraz zostali i z nimi pilnowali, żeby nikt się z tego rynku nie oddalił. I niektórym dali nawet kije do rąk. W każdym razie nie pozwalali tym mieszkańcom odejść.

    Ile osób pilnowano na rynku

    —pytam.

    Może trzysta? Trzysta kilkadziesiąt? Ja nie liczyłem. Nikt wtedy nie liczył. Ale coś koło tego. Proszę zauważyć, że rok wcześniej, w 1940 roku, w czasie okupacji sowieckiej, kiedy przeprowadzono spis ludności w sowieckiej Republice Białoruskiej, do której zostaliśmy przyłączeni, wykazano około 500 osób pochodzenia żydowskiego w Jedwabnem. No to wtedy nie mogło być więcej na tym rynku niż około trzysta kilkadziesiąt osób.

    Niemcy trzymali tych wszystkich ludzi na rynku bez jedzenia i picia przez kilka godzin. Dzieci zaczęły płakać. Okoliczni mieszkańcy zaczęli gromadzić się dookoła, ukradkiem, podawać wodę czy jakieś pożywienie. Niektóre z kobiet brały na rękę dziecko, żeby dać mu wody i uciekały z tym dzieckiem jak żołnierze nie widzieli.

    Ratowali, jak tylko było można – mówienie, że mieszkańcy brali w tym wszystkim udział to jest nieprawda! Perfidne kłamstwo!

    —mówi pan Stefan.

    Tak było do godziny osiemnastej. W międzyczasie na rynku i obok zatrzymują się na krótki postój przejeżdżające ciężarówki i pojazdy oddziałów niemieckich, udających się na wschód, na front. Jedwabne znajduje się na ważnych w tych dniach szlakach frontowych: Grajewo – Radziłów – Przytuły – Jedwabne – Wizna – Białystok. (…)

    Wtedy to zrobiło się nagle na rynku gęsto od Niemców. Zielono od mundurów. Bo samo Einsatzkomando nie było wcale liczne. Może maksymalnie jakieś sto osób, razem z tym głównodowodzącym

    —rozważa pan Stefan.

    Niemcy postanowili „zabawić się”, dodatkowo poniżając tych biednych ludzi. Najpierw kazali im śpiewać rosyjskie piosenki. Potem, na komendę, kazali wszystkim głośno krzyczeć: „..przez nas wojna…”

    To wszystko było okropne, jeszcze te wrzaski, te krzyki na komendę, „…przez nas wojna! Przez nas wojna!…”

    —przypomina sobie, kręcąc głową mój rozmówca.

    Potem kazali im rozbić pomnik Lenina. No więc rozbili go na kawałki, tylko popiersie i głowa zostały całe. Ale przy tym rozbijaniu to sami Polacy im pomagali. Dobrowolnie. Dopiero potem rozpoczął się ten marsz. Marsz śmierci jak ja to nazywam. Niemcy kazali im nieść po kawałku z tego rozbitego pomnika Lenina. Popiersie, bo było ciężkie, to niosło dwóch. Młodszych.

    —mówił.

    W ten sposób, poganiany przekleństwami, ruszył ten pochód śmierci w kierunku stodoły. Ledwie żywi ludzie, z tobołkami, kobiety z dziećmi na ręku.

    Wszystko otoczone było przez Einsatzkomando. Uzbrojeni w karabiny, automaty, pistolety za pasem. Nawet tych dwudziestu kilku Polaków, co ich zabrali do pilnowania, to oni też byli otoczeni przez tych Niemców.

    Mieli broń?

    Polacy? Skądże! Jak mogli mieć broń? Gdyby choć wtedy zorientowali się, co ich czeka. Pewnie tłum rzuciłby się, ławą, do ucieczki, bez względu na konsekwencje. Pewnie ktoś by się uratował. Ale szli przecież „do pracy”. Dopiero gdy doszli do stodoły, może zaczęli sobie zdawać sprawę z grozy sytuacji. Ale pewnie też nie do końca. Niemcy zaczęli ich kolbami, uderzeniami wpychać do środka. Rozległ się jeszcze większy krzyk, lament, płacz. Starsi inaczej, młodsi trochę inaczej. Kobiety z tobołkami krzyczały, ciągnąc za sobą dzieci. Płakały przeraźliwie. Mężczyźni chyba zresztą też –

    przerywa na chwilę pan Stefan

    – mniejsze dzieci to Niemcy nawet wrzucali do środka. Na górę, przez głowę, żeby prędzej.

    Myśmy stali z jednej strony stodoły oglądając to wszystko

    —zaczyna znowu swoją opowieść pan Boczkowski.

    Jak już chyba wszystkich wepchnęli, to słuchać było takie trzaski. Takie jakby metal uderzał o metal. Nie wiedziałem co się z drugiej strony działo ani w środku, ale to pewnie musiały być strzały. Teraz, po latach, przy ekshumacji, odkryto te łuski po pociskach, około dwieście. To Niemcy wtedy musieli strzelać. Przecież ani Żydzi ani Polacy nie mogli mieć przy sobie żadnej broni! Potem zamknęli te wierzeje i podparli je jeszcze od zewnątrz takimi słupami. Żeby się nie otwarły pod naporem. Potem, do tyłu, z boku stodoły, podjechała taka furgonetka, samochód dostawczy z żołnierzami. Kilku ich tam było i zaczęli wynosić jakieś naczynia i chodzić z nimi. Nie wiedziałem co tam było. Nikt nie wiedział, bo daleko staliśmy. Ale trudno się nie domyślić. Potem pojawił się ogień. I to nie w jednym czy drugim miejscu, ale od razu dookoła. Taki wieniec ognia. I krzyk okropny: „pali się!!!”…

    Gdzie byli wtedy Niemcy – dalej otaczali stodołę?

    —upewniam się.

    Główny oddział to stał tutaj, z przodu, a tam z tyłu pewnie też byli. Nie wiem, bo nie mogliśmy tam podejść. Krzyk, wrzask był niesamowity. Okropny. Jak te bierwiona, dachy zaczęły się walić w ogniu na dół, to myj już odeszliśmy. Akurat słońce wtedy zaszło. Ten słup dymu. Ogień. I ten swąd palonego, ludzkiego tłuszczu, tych warstw ludzkich…

    W dalszej rozmowie przypominam panu Stefanowi „książki” i „opracowania historyczne” na temat Jedwabnego. Denerwuje się:

    Leszek Dziedzic z Przestrzela? Jaki świadek? Przecież on nawet jeszcze nie urodził się wtedy. Jeszcze go na świecie nie było. Urodził się w 58-ym albo 59-ym. Nawet się znamy. Jemu babcia opowiadała jak to mieszkańcy palili?! Kobiety, mieszkańcy z siekierami, nożami?! To nieprawdopodobne! Niemożliwe! Nie do pomyślenia! To jest okropny fałsz historyczny!

    Rozmawiamy jeszcze o podobnych „świadkach zbrodni w Jedwabnem”, którzy nic nie widzieli na własne oczy, bo albo jeszcze się nie urodzili, albo nie było ich na miejscu. Pan Stefan opowiada ilu Żydom udało się uciec przed zapędzeniem na rynek Jedwabnego i którym z nich pomagano potem się ukryć – w okolicznych lasach, czy nawet wsiach i zagrodach.

    Uciekli też do naszej stodoły, do naszej wsi. U nas było czterech. Z Bromsztejnów i jacyś drudzy. Paru znalazło schronienie w Zanklewie u naszych kuzynów, niejakich Dobkowskich. Oni ukrywali na przykład cała rodzinę Lewinów. Z kolei w Przestrzelu, u Biedrzyckich, ukrywano też parę osób a i krewni Dobkowskich, też Dobkowscy, ale z Przestrzela, przechowywali jakąś rodzinę.

    Ryzykowaliśmy wiele, życie nas wszystkich, ale przecież nie mogliśmy odmówić. Przechowywaliśmy ich parę dni. Oni potem poszli, po nocach, w stronę Biebrzy. Do znajomych i rodzin.

    Ale na przykład Dobkowscy z Zanklewa to przechowali całą rodzinę Lewinów aż do połowy 1944 roku. Prawie przez trzy lata. Zrobili im taki bunkier, koło chaty. I tam zanosili im żywność, wodę.

    Cała wieś, całe Zanklewo wiedziało, że ci Janina i Bolesław Dobkowscy ukrywają Żydów, ale nikt nic nie powiedział i nie doniósł do Niemców. Inaczej Niemcy zabiliby wszystkich, spalili chałupy i jeszcze ubili ziemie łopatami. Dobkowscy mieli taką stara babcię, to jak Niemcy pojawiali się w pobliżu, to ona zaraz zaczynała tkać na wrzecionach i głośno śpiewać różne pieśni kościelne.

    Pewnie, żeby dać znać tamtym, żeby się nie ruszali i żeby odwrócić uwagę Niemców… Po 44 roku oni uciekli za Biebrzę, potem Rosjanie im ułatwili i oni wyjechali do Izraela. Tamci, starzy Lewinowie już nie żyją, ale ten ich syn, Jasiu Lewin, to przyjeżdżał do Jedwabnego z Izraela zawsze, jak mógł. W odwiedziny i z prezentami dla kogo mógł. Janina i Bolesław już też nie żyją, ale ich syn, Wicek Dobkowski pojechał do Izraela i posadził tam to drzewko. Bo cała ich rodzina dostała medal.

    Żegnamy się panem Stefanem Boczkowskim. Odchodzi w mrok warszawskiej ulicy. Jakie to ważne – myślę – jakie to ważne, że spotkaliśmy tego człowieka i możemy zapisać jego świadectwo.

    Na przekór szafarzom, handlującym cudzymi nieszczęściami i śmiercią.

    Do artykułu wykorzystano fragmenty artykułu Wacława Kujbidy z miesięcznika „Wpis” (nr 1/2015).
  • @Uchoigielne 01:52:36
    Alez sie ubawilem:-)))))....Przynajmniej jestem juz pewny na 100% ze Urban byl zydem. Wlasinie przegladam na Internecie jego zdjecia en face i z profilu. Biore sie za Knesejm .. i zdam raport !:-))))
  • @Husky 11:51:14
    E tam Duda...bardziej maly Premier Morawiecki..tak samo mruży oczy (pewnie po spóźnionym obrzezaniu) :-)))) Lapa w gore!
  • @Uchoigielne 15:32:14
    Wypad.
  • @Jarek Ruszkiewicz SL 23:16:25
    Wypad?

    Sam spadaj!
  • @Uchoigielne 12:22:02
    Jesteś bardzo niegrzeczny...

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
  12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
2728293031  

ULUBIENI AUTORZY

więcej