Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
392 posty 13402 komentarze

SpiritoLibero

Jarek Ruszkiewicz SL - Oprócz mojego mistrza, Mahatmy Ghandiego, Mistrza od zawsze, szanuję i modlę się za Józefa Jerzego Kukuczkę. Pierwszy to Mistrz walki bez przemocy a drugi to największy wyczynowiec jakiego Polska wydała.

Gdzie jest Husky z notką na 11/9 ?

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Poprosiłem ostatnio naszego aktywnego blogera (wcześniej zbójnicki pies) Huskego.

Poprosiłem go o przedstawieni najbardziej aktualnej wersji wydzrzeń zainscenizowanych na Manhatanie jedenastego września.

Od tego zaczęły się wojny bez końca.

Jestem szczęśliwy bo wiem, że piesek Husky  wytłumaczy mi to jakoś i nie będę budził  się (zlany potem) na 11;9                                                                                                    

 Ja coś tam wiem na ten temat ale wskazówki kol. Huskego będą z pewnością celne i podkreślą wszystko co się zdarzyło.

 

Pozdraiam czytaczy )

KOMENTARZE

  • Widzę, żeś się ostro za edukację Huskyego wziął
    Pewnie chłopak szukał długo w bazie info dla trolli PiS i nic nie znalazł. Bo to nie takie proste. :) A pismem obrazkowym napisać się tego nie bardzo da.
    Ale bądź dobrej myśli dziś kończy się dopiero o północy :). Może będzie tak, że oczy ze zdumienia przetrzemy :)

    Ja też Husky'ego bardzo lubię, tak nawiasem mówiąc.
  • autor
    Husky już dał głos w notce powyżej:

    "Kto stał za zamachem na World Trade Center ???
    Najnowsze ustalenia to Trump, Macierewicz i Kaczynski.
    Mieli zostać tam inwestorami (deweloperami)
    Śledztwo w toku 8-))))"

    Husky 11.09.2017 17:26:21
  • @Zawisza Niebieski 17:27:33
    Ktoś niestety musi naszego koziołka edukować .Ciężkie zadanie przed Autorem. Ave. https://www.youtube.com/watch?v=xD1LOCREelI
  • @Repsol 17:53:15
    No cóż, trzeba się wziąć społecznie za pracę edukacyjną. Pamiętasz słynne hasło Gierka "Pomożecie...." :)
  • @ autor
    Tylko że „wojny bez końca” zaczęły się o wiele dawniej niż 9/11.
    Ja by rozpoczął od zastanawiania się dlaczego Korea Północna oddana była w ręce komunistów.
    A potem Wietnam, Laos, Kongo, Afryka Południowa, Angola, Afganistan, itd. itd.

    Henry Kissinger?
  • Do końca dnia jeszcze siedem godzin
    Z uwagi na nowe okoliczności i niezbite dowody na to że zamachu nie było, muszę przeredagować tekst.
    Brakuje mi niezbitych dowodów poparte linkami o "udziale" obecnego prezydenta USA Trumpa w tym "incydencie"
    sorry, katastrofie budowlanej(kontrolowanej).
    Inna sprawa to to że będzie to dziś już trzecią notka na ten temat.
    Uprzedzili mnie 8-))))
    Więc czy warto
    pzdr.
  • @Husky 18:22:36
    Czekamy z niecierpliwością, myślę, że z tej okazji redakcja potraktuje tekst promocyjnie.
  • @hamurabi 17:43:21
    Po przeczytaniu komentarzy pod wpisem Pana Białasa i mnie udzieliła się głupawka.
    To ponoć zaraźliwe
  • @Zawisza Niebieski 18:26:36
    Czego oczekujesz ?
    Potwierdzenia faktu że to co widziało setki milionów ludzi w czasie rzeczywistym to był film nakręcony przez Hollywood.
    To rekord świata tej wytwórni.
    Puścić film w 170 krajach, w tym samym czasie.
    A oglądalność !!!
    Taki Mosfilm to karzełek przy tym potentacie.
    Niezly ubaw co ?
  • a czym się to skończy?
    Niemcy są ostrożni, samozachowawczy. Bo mandat za mowę nienawiści wynosi 1200 euro. Głośno było o ukaranym facecie, który publicznie powiedział, że w swojej wsi nie chce azylantów. Teraz tam się wszyscy boją odezwać. Nie wolno im protestować, choć nie podoba się to, że ludzie w Niemczech muszą oszczędzać, że ogrzewanie jest drogie, a w domach azylanckich okna pootwierane na oścież, bałagan, a śmieci i jedzenie walają się po podwórku.

    Jeszcze rok temu w internecie wisiała mapa wszystkich domów uchodźców w Niemczech. Zniknęła, bo to były drogowskazy dla Pegidy. Nasz dom też tam był. Zresztą, był tam, zanim podpisaliśmy kontrakt z rządem, zanim było wiadomo, że w naszym domu zamieszkają uchodźcy. Opowiadamy o tym, bo w Polsce nikt nie wie, jak w rzeczywistości wyglądają kulisy przyjmowania uchodźców w Niemczech – mówi Maya Paczesny, do niedawna właścicielka wielkiego domu przeznaczonego na hotel w bawarskiej wsi Rupprechtstegen, który został zamieniony na dom dla uchodźców.

    Magdalena Rigamonti: Czy w państwa byłym domu mieszkają już uchodźcy?
    Maya Paczesny: W czerwcu jeszcze nie mieszkali. Mieszkańcy wsi protestują, robią akcje, urzędnicy rzucają kłody pod nogi. Domu pilnuje uzbrojony w karabin ochroniarz. Kontrakt z niemieckim rządem jest dawno podpisany, ale nie tak dawno nowym właścicielom, którzy z ramienia rządu administrują szesnastoma domami azylanckimi, w tym także tym, który należał do nas, kazano zmienić elewację na bardziej ognioodporną. Zmienili. Ale i tak wszyscy wiedzą, że ten dom zostanie podpalony. Tak jak ponad 600 innych. Doszczętnie nie spłonie, bo zapewniam panią, że nasz dom ma naprawdę wyśrubowane zabezpieczenia przeciwpożarowe.

    Kto podpala?
    Policja nie wie, nie ogłasza tego. W mediach pojawiają się informacje, że to ludzie Pegidy, partii przeciwnej zasiedlaniu Niemiec przez uchodźców. My wiemy, że robią to sami mieszkańcy niemieckich wsi, którzy nie chcą, żeby w ich sąsiedztwie mieszkali uchodźcy.

    Dlaczego to im przeszkadza?
    Bawaria to najbardziej konserwatywny rejon Niemiec. Tam wszyscy obcy są niemile widziani.

    Przecież kupiliście tam dom, zaaklimatyzowaliście się.
    My jesteśmy bliscy kulturowo, do tego, jak oni, katolicy. I na początku sądziliśmy nawet, że jesteśmy akceptowani. Staraliśmy się nawet mówić dialektem frankońskim. Z niektórymi sąsiadami, głównie starszymi, zakolegowaliśmy się na tyle, że zaczęli nam pokazywać zdjęcia swoje albo swoich ojców „hajlujących”. I zaręczam, że te zdjęcia są dla nich jak relikwie. Widziałam dumę w oczach tych ludzi, którzy mi je pokazywali. W Bawarii jest taki problem, jak i w całych Niemczech, społeczeństwo się starzeje. W naszym rejonie wychodzi lokalna gazetka i tam co tydzień jest napisane, kto skończył 90 i więcej lat. I tych starców jest rzeczywiście bardzo dużo. I jak to oni mówią, te garnki ze złotem pożydowskim, z majątkiem popolskim, już się skończyły. I jest coraz biedniej. A jak się robi biedniej, to nastroje nacjonalistyczne ożywają. Któregoś dnia usłyszałam, żebym nie kaleczyła ich ojczystego języka i żebym lepiej w ogóle się nie odzywała.

    Kto tak powiedział?
    Sąsiad. Mieszkaniec wioski. Przez ostatnie dwa lata nie odezwałam się do nikogo po niemiecku. Mówiłam po angielsku. W urzędzie też po angielsku, odpowiadano mi po niemiecku. Któregoś dnia byłam w urzędzie, urzędniczka ze mną rozmawiała po angielsku do momentu, kiedy przyszedł jej zwierzchnik, przy mnie ją zbeształ, że to jest niemiecki urząd i ona nie ma prawa mówić w innym języku niż niemiecki. Przeprosiła mnie i powiedziała po niemiecku, że nie może rozmawiać po angielsku. To się zdarzyło w siódmym roku naszego mieszkania w Niemczech. Jedna znajoma Polka, księgowa, która od ponad 20 lat mieszka w Niemczech, mówiła, że kiedy jej się zdarzyło rozmawiać z koleżanką Polką po polsku w kolejce do kasy w sklepie, to uprzejmy starszy Niemiec stuknął ją palcem w plecy i mówi: Tu są Niemcy, tu się mówi po niemiecku. Wyobraża sobie pani, że w Polsce ktoś puka w plecy Anglika czy Niemca i mówi, że tu jest Polska, tu się mówi tylko po polsku? Mój mąż stał na stacji benzynowej, była jego kolej do zapłacenia w kasie, a właściciel stacji mówi: Ty poczekaj, najpierw Niemców muszę obsłużyć. Nigdy więcej nie zatankował na tej stacji. Strasznie nas to bolało. W Polsce coś takiego by się nie zdarzyło. Wie pani, kiedy w 2008 r. kupiliśmy stary, 200-letni dom, który przez lata był hotelem, w pięknej wiosce w tzw. Alpach Frankońskich, to było to miejsce idylliczne, przynajmniej tak nam się wydawało. Raj, rowery, spacery, kajaki, pięknie, powietrze rześkie, mikroklimat, groty, skałki, raj dla wspinaczy. Siedzieliśmy na tarasie i liczyliśmy przechodzących turystów, 700, 1000 dziennie. Wiedzieliśmy, że wyremontujemy tę naszą ruinę, że zrobimy tu hotel butikowy, a do tego piekarnię, kawiarnię, restaurację. Śmiałam się, że to takie miejsce, że wystawimy siatkę na motyle i będziemy łapać pieniądze. Mówię to pani po to, żeby pani sobie wyobraziła, co to było za miejsce. Uwielbiane przez turystów, piękne. A teraz nikt tam nie przyjeżdża, prawie wszystkie większe domy zamienione są w domy azylanckie, ciągle słychać o podpaleniach, choć media o tym już nie piszą, już przywykły. Na naszych oczach okolica stawała się muzułmańska. Proszę sobie wyobrazić ten niemiecki porządek, te wypielęgnowane ogródki, te krzaczki, kwiatki, ozdoby różne i żadnych płotów. I każdego dnia coś znikało. Mówię do faceta, że jego dziecko bierze z mojego ogrodu doniczkę z kwiatami, ale usłyszałam tylko, że przecież to jest dziecko, dziecko może brać co chce. W stawie sąsiedzi hodowali pstrągi. Okazało się, że uchodźcy, choć mają zapewnione dobre posiłki, to i tak nikogo nie pytając, wyłowili wszystkie ryby z prywatnego stawu. Przeżyliśmy coś, co wydaje się nie do uwierzenia, a jednak braliśmy w tym udział i to się działo niedawno. Nadal się dzieje. Ten raj zostaje powoli zamieniany w śmietnisko. Teraz Niemcy palą domy uchodźców. W ostatnim roku spłonęło ponad 600 takich domów. Dopiero od kilku tygodni jesteśmy w Polsce.

    Nie mogliście wcześniej sprzedać domu?
    Pierwsze dwa lata remontowaliśmy, z wielką pasją w dodatku. I widząc te tłumy turystów, każdego dnia utwierdzaliśmy się w przekonaniu, że dobrze zainwestowaliśmy, że nasze hotel i knajpa będą dobrze prosperować. Turyści już wtedy pytali, czy mogą przenocować, gdzie jest jakiś hotel, pensjonat, gdzie można coś zjeść. Mówiłam, że zapraszamy do nas za kilka miesięcy. Nasz dom był największym budynkiem we wsi. I jednym z najstarszych. Ale nie zabytkiem, bo przez lata co rusz do niego coś dobudowywano. Zresztą prawie wszystkie stare budynki były wystawione na sprzedaż. Potem się okazało dlaczego. Żaden Niemiec nie podejmuje się remontu starego budynku, ze względu na przepisy, głównie przeciwpożarowe. Lepiej zburzyć i postawić nowy, no ale my wtedy o tym nie wiedzieliśmy. Nikt też nam nie powiedział, że gmina wymagała postawienia za naszym domem ściany oporowej, której koszt wielokrotnie przewyższał wartość tego domu. Wszyscy we wsi myśleli, że polegliśmy, że nic z nas nie będzie, że hotel nigdy nie ruszy, bo nie dostaniemy żadnych pozwoleń na działalność. Zrobiliśmy. A właściwie firma, która robi szklane tarasy widokowe w Alpach, która akurat robiła jakąś wielką inwestycję niedaleko naszej wsi. Pojechałam do kierownika i zapytałam, czy nam nie pomogą. Pomogli. Za dobrą dla nas cenę. W sobotę i niedzielę. Sąsiedzi nie wierzyli. Pamiętam, jak dostaliśmy zrobiony plan przeciwpożarowy, ściany narysowane na różne kolory, każdy kolor coś oznacza w przeciwpożarowości, a kiedy zadaję kierownikowi pytanie, jaki materiał ma być użyty, to mówi, że nie może mi powiedzieć, bo ja muszę mu najpierw zadać pytanie, a on mi wtedy przygotuje ofertę. W końcu sama przeczytałam księgę dotyczącą przeciwpożarowości i wiedziałam, jakich materiałów, do jakich ścian czy wylewek używać. Już w 2011 r. zaczynaliśmy rozumieć, że nasz hotel to mrzonka, że okoliczni Niemcy nie przyjdą do nas na kolację i piwo, bo jesteśmy Polakami. Choć była jeszcze nadzieja w turystach. I wtedy Angela Merkel zmienia swoją politykę.

    Kiedy? W 2009 r. wygrała wybory.
    W 2010 r. mówiła, że polityka multikulti się nie sprawdza, ludzie obcy kulturowo się nie asymilują z niemieckim społeczeństwem, a w 2011 r. rząd niemiecki zaczyna ganianie, a w zasadzie polowanie, na duże domy, w których mogliby zamieszkać imigranci, uchodźcy, choć jeszcze przecież wtedy nie było uchodźców. Nie wiedzieliśmy, o co chodzi. Arabska wiosna się dopiero zaczynała. Nikt nie słyszał o uchodźcach. A napór na skupowanie domów był ogromny. Zastanawialiśmy się, skąd mają być ci uchodźcy, szał trwał. W listopadzie 2013 r. rozpoczął się w Kijowie Majdan, potem w 2014 r. Rosjanie anektowali Krym, więc myśleliśmy, że może Putin ruszy na Zachód i te domy dla uchodźców to są dla Ukraińców i Polaków. I nagle słyszymy w mediach, jak Angela Merkel zaprasza wszystkich z Syrii, że Niemcy wszystkich przyjmą. Wtedy jeszcze nie wiemy, że do Europy płyną setki tysięcy ludzi. Po chwili zaczynamy rozumieć, co się dzieje. Skąd jednak niemiecki rząd wiedział, że coś takiego nastąpi? Zaczęła się akcja propagandowa, wmawianie ludziom, że uchodźcy to nowa siła, która sprawi, że niemiecka gospodarka się dźwignie, ci ludzie pójdą do pracy, będą też rodzić dzieci, więc społeczeństwo się nie zestarzeje.

    Dostaliście propozycję od rządu przejęcia waszego domu?
    My wszyscy, właściciele dużych budynków w okolicy, znaliśmy się. I już słyszeliśmy, że jeden, drugi rozmawia z urzędem do spraw uchodźców. Te urzędy są bardzo dobrze zorganizowane, bo funkcjonują już na poziomie gminy, większe są w stolicach landów, a główny, narodowy, ma siedzibę w Berlinie.

    Właściciel z sąsiedniej wsi powiedział nam, że w urzędzie dostał informację, że we wszystkich dużych budynkach w naszej okolicy będą mieszkać uchodźcy. Pamiętam, jak przyszło do nas dwóch smutnych panów. Powiedzieli, że mają dla nas taką ofertę i że nasz hotel ma być wzorcowym domem dla uchodźców. Nie zgodziliśmy się, ale i tak cała wieś przestała się do nas odzywać, bo byli przekonani, że robimy z urzędnikami jakieś interesy. A rada gminy zrobiła nawet głosowanie, w którym wszyscy byli przeciwko utworzeniu nowego domu dla uchodźców. Nie pomogły nasze tłumaczenia, że nie przyjęliśmy rządowej oferty.

    Na czym ta oferta polegała?
    Dom dla uchodźców to jest w Niemczech bardzo intratny biznes. Proszę sobie wyobrazić, że prowadzi pani hotel, przychodzi klient i mówi, że chce wynająć od pani wszystkie pokoje na 20 lat za czterokrotność rynkowej stawki hotelowej, a do tego ponosi wszystkie koszty remontowe, płaci za wodę, ogrzewanie, ubezpieczenie. Prawda, że się pani godzi? Tak się zgodziło bardzo wielu właścicieli hoteli i dużych domów. Oni po prostu zostali przekupieni przez rząd Angeli Merkel.

    A wy?
    A my na początku nie. Choć zastanawialiśmy się, jak fakt, że w okolicy będzie wiele takich azylanckich domów, będzie miał wpływ na nasz hotel, na turystykę w naszym regionie, na nasze życie. Właściciele, którzy poszli na układ z rządem, mówili, żebyśmy nie robili hotelu, tylko zgłosili się do urzędu. Nas to nie interesowało. Mieliśmy swoją wizję hotelu, chcieliśmy tu żyć. Nawet się zastanawialiśmy, czy nie zgłosić gdzieś do prasy, że mamy takie propozycje, ale ich nie przyjmujemy, bo chcemy, żeby ten rejon był nadal turystyczny, sielankowy, piękny, odwiedzany.

    Poza tym baliśmy się. Niedługo potem, jak jeden z właścicieli dużego domu podpisał kontrakt z rządem, jego dom spłonął podpalony przez ludzi z Pegidy. Zrozumieliśmy, że musimy sobie szukać innego miejsca, że tu zostać nie możemy. Zwłaszcza że jeden z naszych sąsiadów już zamienił swój prywatny dom w mieszkania azylanckie.

    Gmina się zgodziła?
    Nie musiała się godzić, bo on miał mieszkania, a nie pokoje hotelowe i mógł według prawa wynająć te mieszkania komu chciał. My postanowiliśmy nasz dom sprzedać.

    Rządowi?
    Nie. Zaczęliśmy rozmawiać z agencjami nieruchomości. Dom był już wyremontowany, wykończony, gotowy do wynajęcia, do sprzedaży, do otwarcia, umeblowany i wyposażony. Szybko się okazało, że sprzedanie go na wolnym rynku jako hotelu w sytuacji, kiedy w okolicy już powstają domy dla uchodźców, graniczy z cudem. Potencjalni kupcy rozumieli, że interesu na niemieckich turystach już tu nie zrobią, że turystyka upada. Jak wcześniej przechodziło 700 osób dziennie, tak teraz 8–10. Słyszeliśmy, że nasz hotel jest niesprzedawalny, nic nie kosztuje, jest nic nie warty, no może co najwyżej tyle, ile zapłaciliśmy za niego, kiedy kupowaliśmy ruinę. Usłyszeliśmy wprost, że nikt nie kupi hotelu w miejscowości, gdzie są uchodźcy. Sama byłam ideologicznie przeciwna zasiedlaniu całych wsi przez uchodźców, wiedziałam, że jak się więcej takich ludzi jak my przeciwstawi, to urzędnicy pójdą po rozum do głowy, zrozumieją, że osiedlanie ludzi w małych niemieckich wsiach to głupota. Że oni i tak chcą do miast. Pamiętam, jak któregoś dnia wcześnie rano pod dom azylancki w naszej wsi podjechało kilka dobrych samochodów. Za kierownicami nie biali. Mieszkańcy domu wychodzą, każdy coś dźwiga, jakieś wory, wsiadają do tych samochodów i odjeżdżają. Zaraz potem się dowiadujemy, że uciekli do miast, do swoich krewnych. W ogóle nas to nie dziwiło. Tam, w dużych miastach, mają swoje dzielnice, swoje zwyczaje, nikt im nie przeszkadza. Nie trzeba było być jasnowidzem, żeby przewidzieć, co się stanie z tym rejonem, jeśli się wpuści tu za dużo ludzi z zupełnie innej kultury, którzy nie mają tu nic do roboty oprócz mieszkania. Którzy na pewno nie będą się asymilowali, bo doświadczenie niemieckie z poprzednich lat pokazuje, że polityka multikulti po prostu się nie sprawdziła. Siedliśmy więc naprzeciwko siebie i powiedzieliśmy, że skoro się nie udaje sprzedać, to wracamy do Polski, a tu będziemy z rodziną i przyjaciółmi przyjeżdżać na urlopy, jak na działkę.

    A wynająć nie można było?
    Powiesiliśmy ogłoszenie, że chcemy wynająć i zgłosiła się agencja. Okazało się, że jest klient, ale klientem jest rząd. I że oni od nas to wynajmą, po czym wynajmą rządowi, a ten zamieni hotel w dom dla uchodźców. Zgodziliśmy się. Już innego wyjścia nie było. Zobowiązali się załatwić wszystkie formalności, przystosować dom do wymogów rządowych. Minął rok. W zasadzie zmarnowaliśmy rok. Dostaliśmy umowę najmu, która w rzeczywistości była umową na przejęcie całego budynku. Absurd gonił absurd. Kiedy rozmawiałam z tymi agentami, pytałam, dlaczego chcieli nas oszukać, jeden z nich powiedział, że ma rodzinę i musi zarabiać. Zerwałam umowę i znowu pomyślałam, że ten dom będzie naszym domem letniskowym. Pojechaliśmy do Polski, do rodziny. W tym czasie lokalne media zaczęły pisać, że nasz dom będzie domem dla uchodźców, mieszkańcy protestują, a w internecie są już zdjęcia naszego domu, dokładna lokalizacja, liczba pokoi, liczba przyszłych mieszkańców, data otwarcia. A przecież żadnej umowy nie podpisałam. Wystraszyłam się, że nam dom spalą. Przecież stoi pusty, piękny, wyremontowany. Wróciliśmy więc i pilnowaliśmy domu. Zawsze ktoś był. Przez prawie dwa lata nigdy nigdzie razem nie wyszliśmy. Boże, żeby tylko nie nas, żeby się do nas nie zbliżyli, żeby nas nie podpalili. Ostatni rok przeżyliśmy w strasznym stresie. Opór społeczności lokalnej, sprzeciw wszystkich władz był tak duży, że wiedzieliśmy – albo nas spalą, albo obleją kwasem, albo ostrzelają. Nie chcieliśmy już ryzykować. Kiedy opowiadaliśmy znajomym i rodzinie w Polsce, co się dzieje w naszej najpiękniejszej wsi świata, w naszej idylli, w naszym raju, nie chcieli wierzyć. Nie chcieli wierzyć, że zapalamy na noc światła, że kupiliśmy lampy, które symulują światło migającego telewizora, że założyliśmy atrapy kamer wokół domu z takimi mrugającymi czerwonymi lampkami, bo prawdziwe kamery wokół domu są zakazane, choć każdej nocy o północy w naszej wsi gasną latarnie i robi się absolutnie ciemno. Nasz dom w tych ciemnościach wyglądał jak latarnia morska, światło z niego aż biło. Koło łóżek mieliśmy pałki. Mieliśmy swoje mieszkanie na czwartym piętrze, przenieśliśmy się na parter, żeby lepiej widzieć i słyszeć, co się dzieje wokół domu. A cały czas się działo. Normalnie nocą przez naszą wieś przejeżdżało niewiele samochodów. Jednak, kiedy działania Pegidy się nasiliły, koło naszego domu przejeżdżały nocą samochody, 30 km na godzinę. Sprawdzano, czy ktoś jest w domu. Spałam z gaśnicą pod łóżkiem. Miałam torbę ze wszystkimi dokumentami i ubraniami na jeden dzień, spakowaną przy drzwiach. To na wypadek, gdyby nas podpalili.

    Policja orientowała się, kto podpalał?
    Moim zdaniem się orientowała, ale nikt nic z tym nie robił. Palono domy tuż przed otwarciem, zanim jeszcze w nich zamieszkiwali uchodźcy. Odremontowanie i przystosowanie takiego domu to znowu dwa lata i potem znowu można spalić. Rząd za remont płaci, ludzie mają pracę. Pierwszy dom, który podpalono i spłonął, stał cztery kilometry od nas. Mam zdjęcia z czerwonymi swastykami namalowanymi na ścianach. Zresztą, tej nocy, kiedy tamten dom płonął, samochody podjeżdżały także pod nasz dom. I nagle o trzeciej nad ranem oglądamy coś w telewizji, oczy nam się kleją, słychać straż pożarną, jedno auto za drugim. Pod naszym domem stoją dwa radiowozy. Stoją tak, jakby nas pilnowały. To po tej akcji mapy z rozmieszczeniem uchodźców zniknęły z internetu. Helikoptery, siły specjalne, płetwonurkowie (do dziś nie wiemy po co). Różne służby pilnowały, żeby dziennikarze nie podchodzili zbyt blisko i żeby nie rozmawiali z ludźmi. Gmina dowiozła wtedy autokarami manifestantów, w szkołach były happeningi, dzieci pisały na prześcieradłach: „Serdecznie witamy”. Gdyby ktoś mi to opowiadał, tobym nie wierzyła. Tyle że ja to wszystko widziałam.

    Myśli pani, że mieszkańcy wsi powiedzieliby, co myślą o zasiedlaniu wsi imigrantami?
    Niemcy są bardzo ostrożni, samozachowawczy, ale to wynika z tego, że mandat za mowę nienawiści wynosi 1200 euro. Głośno było o ukaranym facecie, który publicznie powiedział, że w swojej wsi nie chce azylantów. Teraz tam wszyscy się boją odezwać, nie wolno im protestować, choć nie podoba się, że ludzie w Niemczech muszą oszczędzać na wszystkim, że ogrzewanie jest drogie, a w domach azylanckich okna pootwierane na oścież, bałagan, a śmieci i jedzenie walają się po podwórku. Pamiętam, że czterech młodych muzułmanów mieszkających w sąsiednim domu przyjechało skądś rowerami, ale porzucili te rowery koło naszego domu. Nie chciało im się wjeżdżać pod górkę, więc zostawili i poszli. I te rowery tak leżały wiele dni. Okazało się, że je ukradli spod sklepu w większej wsi. O, przepraszam, wzięli sobie, bo przecież stały bez żadnego przypięcia. Kasjerka w sklepie mi opowiadała, że jeśli azylant coś ukradnie, to sklep nie ma prawa wzywać policji, tylko wypisuje rachunek, stratę i wysyła do gminy, gmina to reguluje, więc nie ma się co dziwić, że społeczeństwu niemieckiemu się to nie podoba. Kiedy wchodzi do sklepu kilku imigrantów, to wszyscy inni wychodzą, boją się. Pod koniec naszego pobytu tam mąż mnie nie puszczał samej do sklepu.

    Sprzedali państwo w końcu ten dom przez agencję?
    Architekt, z którym współpracowaliśmy, zabrał nas na kawę i mówi, żebyśmy sprzedali dom, ale nie przez agencję, tylko spróbowali dotrzeć do urzędników. I pomógł nam. Ludzie z agencji wydzwaniali do mnie, pytali, z kim rozmawiam, jak nazywają się urzędnicy, w którym pokoju siedzą. W urzędzie doradzono nam, że sami musimy doprowadzić do kontraktu z rządem, a potem to sprzedać. Ale musimy mieć wszystkie zgody władz gminy i landu. Jeśli one się nie zgodzą, kontrakt wygasa. Wiedzieliśmy, że to nierealne, że wieś, gmina się nie zgodzą. I wtedy okazało się, że Angela Merkel zaostrza politykę. W sierpniu 2015 r. dostajemy pismo z Berlina, że decyzja o stworzeniu domu azylanckiego w naszym domu jest pozytywna. Kiedy przyszło to zezwolenie, w ciągu tygodnia znalazło się siedmiu klientów na nasz dom. Wszyscy chcieli płacić potężne pieniądze. Pierwsi, którzy przyszli, kupili – dwóch chłopaków, którzy prowadzą 16 takich domów dla uchodźców. Rząd im płaci czterokrotne stawki hotelowe, a oni administrują.

    Sprzedaliście dom z czterokrotnym zyskiem?
    Sprzedaliśmy go za wartość kontraktu. Pamiętam ten dzień. Podpisaliśmy akt notarialny, ale dziwiliśmy się, dlaczego nie przychodzą pieniądze. Sprawdzaliśmy co chwilę stan konta, bo wiedzieliśmy, że przestajemy być odpowiedzialni za dom wtedy, kiedy pieniądze wpłyną na nasze konto. Okazało się, że gmina znalazła haczyk. Wymyśliła sposób, żeby wszystko zablokować. Dowiedzieliśmy się, że Niemczech gmina musi się zrzec prawa pierwokupu i od niej zależy, kiedy to zrobi. Może być i za 10 lat. A bez tego dokumentu nic nie można zrobić. Wiedziałam, że burmistrz nam tego nie podpisze. Wyczekałam jednak, aż poszedł na urlop, i poszłam do jego zastępcy. Wiedziałam, gdzie stoi segregator z naszymi dokumentami, wyciągnęłam ten dotyczący zrzeczenia się pierwokupu, pokazałam go wiceburmistrzowi i poprosiłam, żeby podpisał. Najpierw się wykręcał, ale kiedy powiedziałam, że przecież tu jest napisane, że władze gminy mają się podpisać, a on jest teraz właśnie władzą. Podpisał. Chwyciłam kartkę i pobiegłam z tym papierem do notariusza. I znów czekanie na pieniądze. I dalej pilnujemy domu, bo się boimy, że nam spalą. Pamiętam, jak wstałam o piątej rano, patrzę – są pieniądze. Budzę męża, krzyczę, żeby wstawał, że jedziemy, że wreszcie możemy stąd wyjechać. O siódmej dzwonię do nowych właścicieli, pytam, kiedy mogą odebrać klucze. Odpowiadają, że w przyszłym tygodniu. Ja ich proszę, żeby zrobili to następnego dnia. Siedzimy sobie wieczorem w domu, pilnujemy, idzie burmistrz. Podchodzi do naszej bramy i sika. Obsikuje naszą bramę, rozumie pani?! Następnego dnia przyjechali nowi właściciele, zrobiliśmy protokół, spakowaliśmy najpotrzebniejsze rzeczy i przyjechaliśmy do Polski, do Gdyni, nad morze.

    http://wiadomosci.dziennik.pl/opinie/artykuly/525835,azylanci-uchodzcy-w-bawarii-w-niemczech-rozmowa-rigamonti.html
  • Potrzebny był "casus belli"
    Najbardziej prawdopodobna wersja:
    Spiskowcy byli przeszło dwa lata ściśle monitorowani przez kilka odpowiednich służb plus bardzo dużą grupę izraelskich "studentów sztuk pięknych". (po fakcie szybko wysłanych do swego kraju)
    Znany był każdy ich ruch, wszystkie telefony i przekazy pieniężne. Niewtajemniczeni agenci podnosili w Stanach raban, skutecznie tłumiony lub ignorowany przez Centralę.

    Wiedziano dokładnie co oni planują. Błędem było tylko nie przewidzenie skali tej zbrodni. Tylko tyle.

    Każdy kto włada Afganistanem, ma pod nogą cały Bliski Wschód i kontroluje jego niewyobrażalne złoża bogactw naturalnych.

    PS. Każdy kto wierzy, że w Pentagon uderzył tak ogromny samolot jest idiotą.
  • @Casey 18:57:45
    I właśnie o tym miałem pisać.
    Można sobie poczytać skumulowaną głupotę ludzi którzy o fizyce, chemii i inżynierii nie mają zielonego pojęcia. Masa nieudaczników łykająca każdą teorie spiskowa.

    I jak co roku, kolejne tysiące nowych "dowodów", nowych teorii spiskowych,

    Z takim komentarzem jak Twój to warto polemizować,spierać się itd.
    Reszta to plac zabaw dla dzieci
  • @Husky 18:38:34
    Wiesz co, chyba bardziej czekam na twój samodzielny tekst, tylko dobry tekst a nie kilka zdań. Więc czekam, nie ctrl c ctrl a po prostu na tekst, co na twojej klawiaturze się narodzi.
  • @Zawisza Niebieski 19:26:24
    No widzisz Zawiszo (Niebieski)

    //Może będzie tak, że oczy ze zdumienia przetrzemy :)//

    Ale to by znaczyło, że Husky straci pracę...

    Jakby co to może Kaczor go przytuli...

    A jak Kaczor się wypnie na Huskego (co jest bardzo prawdopodobne) to ja dam mu posłanie i michę.

    Jeszcze raz proszę uprzejmie - Husky to jest mój prywatny troll i wara od niego.
    No. Rzekłem
  • @Jarek Ruszkiewicz SL 19:41:49
    Mamy jeszcze trochę ponad 2 godziny na ten wiekopomny tekst. Ja czekam cierpliwie, niepokój oczekiwania wypełniając robotą :). Ale po części Husky, był też przeze mnie obłaskawiany, roszczę sobie choćby część praw, oczywiście nie w tym stopniu co ty, do tego trolla. Będziemy się targować o kilka procentów? Nie lepiej je wspólnie wypić :)
    Pamiętasz, jak opowiadałem ci, że na innym portalu wspierałem potrzebujących w stawianiu pierwszych kroków w pisaniu własnych tekstów. Więc teraz razem wspomożemy Huskyego. Może nie będzie musiał przytulenia Kaczyńskiego szukać, bo przecież wiesz, z czym to przytulenie się wiąże. Tony wazeliny. A kto wie, może wyrośnie z niego laureat literackiej nagrody Nobla? Czego z całego serca mu tego życzę. Kto wie, w każdym podobnież drzemie potencjał.
  • @Zawisza Niebieski 21:56:41
    Skutecznie mnie właśnie zniechęciłeś
    Może jutro jak ochłoniesz
    Dobranoc
  • @Husky 22:04:24
    Uch, znalazłeś wykręt, "potężny wykręt". "Skutecznie mnie właśnie zniechęciłeś" Jak uczeń podstawówki, odrobiłem lekcje, tylko zeszytu zapomniałem, czy też jak "czynownik" PiS.
    Wśród dorosłych, odpowiedzialnych ludzi jest tak, że walczy się o ostatnią minutę, by słowo było słowem a nie serwetką, by sobie usta wytrzeć. Ja też jutro mam termin oddania pracy i siedzę, choć normalne godziny pracy minęły, bo przecież ja nie jestem zwolennikiem PiS.
    No ale ty jesteś ... więc zasady Polaków, zasady honoru, ciebie nie obowiązują. Ileż razy ten "zwykły poseł", "modląc" się na drabince obiecywał, już jesteśmy blisko prawdy i co? Jest dziś pośmiewiskiem ludzi honoru. Wejdź na wyższą drabinkę niż ten "zwykły poseł", dotrzymaj słowa danego Jarkowi, nie Kaczyńskiemu, bo ten nie jest godny, by mu słowo dotrzymywać, a Ruszkiewiczowi, człowiekowi, co zgodnie z moją wiedzą kłamstwem się nie splamił. Masz jeszcze 1 godzinę, zbierz doopę w troki i szablę w dłoń. Pisz, czytelnicy czekają.
  • @Husky 22:04:24
    Widzisz, Husky, ja dotrzymałem słowa, czekałem na twój tekst do północy, a ty? No cóż zachowałeś się jak typowy zwolennik "modlącego się na drabince" Widzisz jaka jest różnica między Polakami a "sortem Kaczyńskiego"?
  • @Husky 18:22:36
    //Inna sprawa to to że będzie to dziś już trzecią notka na ten temat.
    Uprzedzili mnie //

    Nie migaj się, czekamy. A ja zwłaszcza :))

    Może być z poślizgiem.

    Co wolisz? Loch czy jedynkę? Mówisz i masz :))))
  • @Repsol 17:53:15
    Ave!
  • @Jarek Ruszkiewicz SL 00:17:59
    Jak sam widzisz, czytelnicy czekają, na ale na primadonnę z aksjomatu trzeba czekać. Jak nie padnę, to nadal będę czekał z wypiekami na policzkach. :)
  • @Zawisza Niebieski 00:31:30
    Łączę się z Tobą w "bulu" bo sam czekam :)))

    Ale wierzę gorąco, że mój osobisty trollek mnie nie zawiedzie.
  • @Jarek Ruszkiewicz SL 01:05:23
    Teraz oglądnąłem program w ros. tv "60 minut" w którym gość z Ukrainy powiedział, że Saakaszwili nie przekroczył polsko- ukraińskiej granicy, ponieważ został przeniesiony przez nią przez ludzi na rękach. Ci ludzie przekroczyli granicę a niesiony na ich rękach Saakaszwili jej nie przekroczył. No.
    I tu przypomniał mi się, nie wiedzieć czemu, Twój ulubiony troll Husky.
  • Macie dowód!
    Od dawna wiedziałem, że dyskusja z tym kundelkiem pozbawiona jest jakiegokolwiek sensu.
    To nie jest tak, że on ma inne zdanie niż my w kwestii 9-11.
    On doskonale wie, że prawda jest po naszej stronie.
    Można się różnić uczciwie w sprawach drugorzędnych ale jedno jest oczywiste: oficjalna wersja jest oszustwem. To jest człowiek bez honoru i z tego też względu powinien być izolowany.
    I pomyśleć, że uważa się jeszcze za katolika a to Chrystus przecież powiedział: "Ja jestem Prawdą"!
    Mogę mieć szacunek dla kogoś kto ma inne zdanie ale uczciwie szuka prawdy. Natomiast zaprzeczanie oczywistym faktom i wspieranie zła jest zdradą tego co stanowi istotę człowieczeństwa.
    Hańba!
  • @Jarek Ruszkiewicz SL 00:17:59
    Co na to zbójnicki pies????



    List otwarty pana Ostrowskiego do panów posłów P.Lisieckiego i J.Mosińskiego.

    Szanowni Panowie posłowie,
    skoro podjęliście z własnej inicjatywy (i słusznie) temat nabycia przez Wojciecha Jaruzelskiego willi przejętej przez państwo na podstawie dekretu Bieruta, to uprzejmie zwracam się do Was z prośbą, byście skończyli z RELATYWIZMEM MORALNYM i z równą gorliwością, abyście podjęli temat przekazania willi na Żoliborzu rodzicom pana Jarosława Kaczyńskiego.

    Przypomnę, że willa ta do czasu wybuchu II WŚ była własnością rodziny płk. Leopolda Lisa-Kuli, polskiego patrioty, obrońcy Lwowa. którą jego rodzicom w uznaniu dla zasług i patriotycznego wychowania syna podarował w imieniu NARODU POLSKIEGO jego rodzicom Józef Piłsudski. Po wojnie, jako jeden z nielicznie ocalałych domów, willa została zajęta przez radzieckie NKWD i wykorzystywana dla ich potrzeb. Wszelki ślad po rodzinie płk. Lisa-Kuli się wtedy urwał (być może rozstrzelani, być może wywiezieni na Syberię).

    Następnie willa ta została przekazana do użytkowania rodzinie Kaczyńskich, a konkretnie rodzicom Jarosława i śp. Lecha, którzy zapewne zostali w niej poczęci. W jakich okolicznościach pozbawiono własności tej nieruchomości prawowitych właścicieli nie jest do końca jasne. Natomiast pewnym jest, że na tym majątku została uwłaszczona rodzina Kaczyńskich i stali się oni jej właścicielami (prawowitymi?).

    Wyjaśnienia wymaga więc, czy rodzice p. Jarosława Kaczyńskiego nie nabyli praw do willi w sposób przestępczy, a przynajmniej niezgodny z obowiązującym wówczas prawem. Dla przypomnienia podam też, że w tym czasie, kiedy willę przekazano ojcu braci Kaczyńskich, Rajmundowi Kaczyńskiemu i ich matce, wujowie braci Kaczyńskich, panowie Świątkowscy, pełnili jedne z najwyższych stanowisk państwowych. Jeden z nich był Prokuratorem Generalnym i Ministrem Sprawiedliwości, który kształcił się i uzyskał dyplom sowieckiej uczelni. Już te, podane przeze mnie fakty, powinny wyczulić u panów posłów Waszą podejrzliwość, jaką wykazaliście w stosunku do willi gen. W.Jaruzelskiego.

    Piotr Ostrowski
  • @Casey-11 wrzesnia jako ,,casus belli,,
    Jest to wniosek oczywisty,i pomimo ze dzialanie animatorow 11 wrzesnia jest nie do zaakceptowania powinnismy wiedziec ze bylo elementem globalnej strategi o jakich sie nie pisze wprost. Mianowicie tak dynamiczne populacje jaka jest chinska i islamska przy tak duzym przyroscie liczebnym w pewnym momencie przejely by role hegemona i zdominowaly by nasz swiat . Te spoleczenstwa predzej czy puzniej musza wejsc na droge ekspansji powstrzymywania tej olbrzymiej dynamicznej 1,5 populacji chinskiej i islamskiej bylo wiec zalozonym celem 11 wrzesnia i puzniejszego wejscia do afganistanu i rejon bliskiego wschodu. Byly wiec w pewnym aspekcie to dzialania w interesie zachodu jako calosci, oczywiscie jest wiele watkow tego problemu,z perspektywy dlugofalowej pewne kwestie maja ruzne odcienie,niestety my ludzie dalecy jestesmy do zachowan swiadomych.Nadzieja w tym o czym pisze Izajasz w II rozdziale,niema innych alternatyw dla przyszlosci swiata.....
  • @jan 11:03:58
    11-09 było w polskim interesie.
    Rozpirzanie ustabilizowanych krajów i zaostrzanie nastrojów antychrześcijańskich było w naszym interesie.
    Wspieranie terroryzmu jest w naszym interesie.
    Zalew Europy migrantamii jest także w naszym interesie.
    Zniszczenie naszej gospodarki jest w naszym interesie.
    Wspieranie banderowskiej Ukrainy jest także w naszym interesie.
    Napuszczanie na Rosję również.
    Jeśli nasi przyjaciele robią nam tak dobrze to ja już wolę żeby raczej nam nie pomagali.
  • @Wrzodak Z. 08:51:45
    Panie Zygmuncie...

    Kaczor gdzieś musi mieszkać. Tym bardziej, że ma kota (a raczej kot ma jego)
    Co możemy zrobić? Wysłać Kaczora na Antarktydę?
    A co z kotem?
    :))))))))
  • @Jarek Ruszkiewicz SL 14:31:51
    - Co robi J. Kaczyński zapytany o sex?
    - Odwraca kota ogonem!
  • @Robik 15:16:40
    // Co robi J. Kaczyński zapytany o sex?
    - Odwraca kota ogonem!//

    Ależ Ty złośliwy jesteś :))))
  • @Robik 06:14:45
    Hańba!
  • @Wrzodak Z. 08:51:45
    //Co na to zbójnicki pies????//

    od czego jest Sąd
    Jeśli ma się tak niepodważalne dowody
    Na co czeka
  • @Husky 20:13:56
    Jaka hańba ?. Zwykły seks , podobno ?. :)
  • @Husky 20:16:37
    Jaki sąd PO czy jakiś inny istnieje ?. Polecam : http://kosciesza.neon24.pl/post/140132,rodowod-nadzwyczajnej-kasty
  • @Repsol 22:51:37
    Czytałem, czytałem
    Sama prawda

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
  12345
6789101112
13141516171819
20212223242526
27282930   

ULUBIENI AUTORZY

więcej