Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
386 postów 13319 komentarzy

SpiritoLibero

Jarek Ruszkiewicz SL - Aj waj aj waj Polska nie wasz kraj!

Euro tylnymi drzwiami czyli referendum konstytucyjne

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Diabeł jak zwykle, tkwi w szczegółach. Każde referendum jest warte tyle ile warte i jak są sformułowane pytania zadawane obywatelom.

Wysłuchałem wczoraj lewym uchem płomiennego jak zawsze przemówienia prezydenta Dudy. Płomienne przemowy do ludu to jedyna kwalifikacja prezydencka dr Dudy, cała reszta to śmiech na sali i pewnie trafnie ujął to kabareciarz Górski, wiecznie czekający pod drzwiami prezesa na Nowogrodzkiej.

Wczoraj jednak wydarzyła się rzecz niezwykła i niebywała - prezydent wyskoczył przed szereg (?) z dość kuriozalną propozycją referendum w sprawie zmiany konstytucji. Osobiście jestem zdania, że nie jest to jego samodzielna inicjatywa i bez błogosławieństwa z Nowogrodzkiej się nie obyło, w takie cuda nie wierzę. Wygląda to raczej na marną próbę "upodmiotowienia" PiSowskiego notariusza jako samodzielnego prezydenta. Możliwe, że prezes stwierdził, iż trzeba by trochę poprawić wizerunek dr Dudy. Jak było naprawdę pewnie się ne dowiemy ale nie ma to większego znaczenia.

 

Sam pomysł referendum na pierwszy rzut oka brzmi sensownie - oto Naród czyli Suweren wypowie się w demokratyczny sposób co o tym sądzi. Diabeł jednak, jak zwykle, tkwi w szczegółach. Każde referendum jest warte tyle ile warte i jak są sformułowane pytania zadawane obywatelom. Tego jednak prezydent nie zdradził. Nie powiedział także kto będzie ewentualnie te pytania układał a jest to sprawa zasadniczej wagi. Może najpierw trzeba przeprowadzić referendum wstępne w sprawie wyboru pytań do referendum zasadniczego? Pytania się mnożą. Wygląda mi to jednak na zabieg czysto medialny, wszyscy wiemy co władza robi z takimi konsultacjami ludowymi, jeśli są korzystne to akceptuje z radością, jeśli nie to albo zlewa albo robi następne "konsultacje".

 

W mediach a zwłaszcza w blogosferze podniósł się niczym nieuzasadniony entuzjazm, że oto teraz "dobra zmiana" wchodzi w kulminacyjną fazę i wreszcie PiS pogoni ostatecznie wszelkie komusze złogi, które majstrowały przy uchwalaniu obecnej konstytucji. Nic bardziej mylnego! PiS nie został dopuszczony do koryta, żeby robić krzywdę jakiemuś komuchowi, starczy spojrzeć ile prominentnych stanowisk w partii zajmują przedstawiciele tego wrażego plemienia. Dlatego komuchy z innych partii też mogą spać spokojnie i śmiać się z podniecenia pisowskiej lemingozy.

Żeby zmienić konstytucję należy trzymać się przepisów obowiązującej ustawy zasadniczej a te mówią wyraźnie - do zmiany konstytucji, czy to w całości czy tylko poszczególnych zapisów potrzebna jest większość konstytucyjna w Sejmie, 2/3 głosów. A takiej większości PiS nie ma i już nigdy mieć nie będzie. Referendum nie jest tu do niczego potrzebne ani wiążące.

 

Nachodzi mnie jednak pewna smutna refleksja. Coraz częściej przebąkuje się o konieczności wprowadzenia w Polsce euro. Takie głosy dochodzą ze strony opozycji, wspomina o tym także super-minister Morawiecki. Jak widać w takiej zasadniczej dla Polski sprawie istnieje zgoda ponad podziałami. Tak zwykle bywa w sejmowych głosowaniach nad ustawami dla Polski niekorzystnymi ale zgodnymi z interesem banksterów i NWO. PiS z PO mogą uprawiać pyskówki na temat spraw drugorzędnych jeśli jednak dochodzi do głosowania nad rozwiązaniami globalistów to wszystkie rączki w górę. Czyżby ta zmiana konstytucji nie miała przypadkiem jednego, głównego celu - wprowadzenia w Polsce euro? Bez zmiany choć tego jednego zapisu jest to niemożliwe, póki co.

Żeby sprawa nie wyglądała od razu podejrzanie wypuszcza się taką kaczkę w postaci referendum. Osobiście, choćby z tego powodu, wolałbym, żeby nikt przy konstytucji nie majstrował. Obecna konstytucja nie jest doskonała i przydałoby się zmienić niektóre zapisy. Jeśli więc władza tak bardzo chce się wsłuchać w głos ludu to pytania referendalne powinny być precyzyjne i każde powinno dotyczyć konkretnego artykułu. Jeśli pozwolimy majstrować przy całej konstytucji odpowiadając na pytanie ogólne typu - "Czy jesteś za zmianą konstytucji?" to możemy obudzić się pewnego pięknego dnia z ręką w nocniku.

KOMENTARZE

  • nuf, nuf, nuf, Kolczatku !!!
    Tak sobie pomyślałem, drapiąc się przednią łapą w odwłok, że te wszystkie konstytucje, poprawki, karty praw, kodeksy, katechizmy i inne truizmy to można już w zasadzie o kant odwłoku potłuc, bo i tak wszystko odbywa się zgodnie z paragrafami zapisanymi w PMS, czy tego chcemy czy nie chcemy. Ileż można się samemu oszukiwać?
  • Widzę, że się komuś ten wpis bardzo nie podobał, no cóż, nauka myślenia, to proces bolesny
    PiS od samego początku myślał o utworzeniu ichniej konstytucji. Prezydent przysięgał na konstytucję, której treść podobnież znał, że będzie ją chronił, później napluł na tenże konstytucję a lemingi przytaknęły, to jest lewacka konstytucja, więc krzywoprzysięstwo jest uzasadnione.

    Jeśli ktoś się z czymś nie zgadza, to na to nie przysięga, tyle, ze trzeba mieć ku temu honor, jak miał Konsul honorowy Meksyku, odmawiając przyjęcia orderu z rąk Dudy. Nasz długopis prezea oczekujący w poczekalni na Nowogrodzkiej takiego pojęcia jak honor nie zna.

    Liczba podpisów w sprawie referendum dotyczącego reformy edukacji powinna być zobowiązująca dla rządu. Jednak Szydło twierdzi, że nie ma to znaczenia, bo za późno złożone. Wola suwerena się nie liczy, oni są mądrzejsi. Teraz wyskakują z referendum w sprawie konstytucji. W mojej ocenie chodzi o jedno, by przedstawić to tak iż to społeczeństwo chce konstytucji zgodnej z wolą prezesa.
  • @Autor
    Nie wiedziałem, że cie przyjęli do PO.

    PS. Nie dziwię się zatem twoim poglądom. Krzyż na drogę. (do niesienia)
  • @Zawisza Niebieski 23:30:21
    //Liczba podpisów w sprawie referendum dotyczącego reformy edukacji powinna być zobowiązująca dla rządu.//


    Moralność Kalego ?

    Jako "apolityczny" to przypomnij nam tu i teraz, WSZYSTKIM
    ile podpisów złożono pod referenda za czasów PO i czy miały one być zobowiązujące dla rządu PO
    Napisz, nie bój się ,napisz
    A czy może przypominasz sobie jak to tusk chciał zmienić konstytucję ??
    Sorry.
    Ty takich faktów nie pamiętasz, bo PO co

    Lepiej o tym nie wspominać ?
    Narracja już by była nie ta
    Bo jak to, mój tusk i takie coś chciał zrobić ?
    NIEMOŻLIWE

    //Tusk chce radykalnie zmienić konstytucję//

    Data publikacji: 21.11.2009 !!!!!!!!!

    //Pełną odpowiedzialność za władzę wykonawczą powinien ponosić gabinet a następny prezydent powinien być wybierany już pod rygorami nowej konstytucji, przez Zgromadzenie Narodowe – uważa premier.

    - Chcę zaproponować pewne zmiany, które ograniczyłyby temperaturę i poziom konfliktu politycznego - powiedział szef rządu w sobotę na konferencji prasowej.

    Premier Donald Tusk zapowiedział, że PO zaproponuje taką zmianę konstytucji, by pełną odpowiedzialność za władzę wykonawczą ponosił rząd, wspierany przez większość parlamentarną. Według propozycji PO, w kolejnych wyborach prezydent miałby być wybierany przez Zgromadzenie Narodowe. Według premiera, efektem tych zmian będzie usunięcie ograniczenie konfliktu i kłótni, która towarzyszy polskiemu życiu publicznemu.

    Premier Donald Tusk powiedział, że - w ramach propozycji zmian w konstytucji - będzie nakłaniał partie polityczne do poważnej rozmowy o zmniejszeniu wielkości obu izb - Sejmu i Senatu. Jak dodał, opowiada się też za wyborem senatorów w okręgach jednomandatowych, a posłów - według ordynacji mieszanej.//

    http://www.newsweek.pl/polska/tusk-chce-radykalnie-zmienic-konstytucje,49098,1,1.html


    ps.
    Masz coś jeszcze do dodania w tym "temacie"
  • @Krzysztof J. Wojtas 23:55:59
    A ja wiedziałem, że Pan Wojtas jest krypto PiSiorem :)

    Chyba razem podźwigamy ten krzyż :)
  • @Zawisza Niebieski 23:30:21
    O, przepraszam Zawiszo.
    Zwracam honor.
    PO (a właściwie ten kretyn Komorowski) zrobił referendum ws. JOW
    Ogłosił je na tydzień przed finałem prezydenckich wyborów.
    Gjeniusz.
    Koszt 100 mln a frekwencją 8 %
    To są właśnie rządy Twoich idoli.
    masz coś jeszcze do dodania ?
  • @Zawisza Niebieski 23:30:21
    //Widzę, że się komuś ten wpis bardzo nie podobał,//

    Ja nawet wiem komu :) Pana Wojtasa, jako krypto pisiora już rozszyfrowałem jakiś czas temu :))))))
  • @Husky 00:08:23
    I co się tak podniecasz zbójnicki?

    PO i PiS to ta sama banda (awers i rewers) więc nic dziwnego, że każde skrzydło tej antypolskiej bandy marzy o swojej konstytucji. Jedni chcą przechytrzyć drugich a każdy wyciera sobie gębę Polską.
  • @Jarek Ruszkiewicz SL 00:18:41
    Zgadzamy się co do tego.
    Tylko jak sam widzisz , Zawisza jedzie (jak zwykle) po PIS-ie a sam drugą strona kija wali się w głowę.
    Nie wiem ile dokładnie ma lat ale z pamięcią ma spore problemy.
    Ciekawe czy wie ile podpisów za czasów PO w sprawie referendum (kilku) zmielono w sejmie.
    Tego nie pamięta.Jak też nie pamięta że to Tusk chciał zmiany konstytucji już 8 lat temu.
    No ale mu tym komentarzem ulżyło i to właśnie przed samym spaniem
    Aż szkoda że ma tak słabą pamięć 8-))
    Pzdr.
  • @Husky 00:26:14
    Co do Zawiszy to pudło, wiem co mówię bo znam go od dawna i bardzo dobrze.
    PO już nie rządzi więc nie bardzo jest się o czym rozwodzić. Teraz kolej na PiS. Jak PO wróci do władzy, co niestety, jest bardzo prawdopodobne to będziemy jechać po nich.

    Jedni i drudzy są antypolscy i beznadziejni choć każdy na swój sposób.
  • @Husky 00:26:14
    Niemniej jednak, różnica jest taka, że PO ogólnie przychyla się jawnie do poglądu, że "polskość to nienormalność", natomiast PiS się ogłasza wszem i wobec przy każdej okazji za pro-polskich superpobożnych jedynie właściwych patriotów; innymi słowy, hipokryzja PiSu wręcz poraża.
    Idź szczekać na niepoprawnych i tam pałować wszystkich, którzy się odzywają nie po twojej myśli, londyński burku; było miło, kiedy tu ciebie nie było.
  • @Jarek Ruszkiewicz SL 00:40:28
    "Coraz częściej przebąkuje się o konieczności wprowadzenia w Polsce euro. Takie głosy dochodzą ze strony opozycji, wspomina o tym także super-minister Morawiecki. Jak widać w takiej zasadniczej dla Polski sprawie istnieje zgoda ponad podziałami".

    E tam.... co da samo przewalutowanie? Niewiele, ot, kilka kantorów upadnie. Ot, kilka banków będzie zmuszonych zarabiać na czymś innym (wprowadzą lokaty z ujemnym oprocentowaniem, jak w Szwajcarii). Ot, firmy eksport-import zyskają 1-2% zysku, nie więcej, na rezygnacji z konieczności przewalutowań.

    Problem leży w czymś innym - brak konkurencyjności polskiej gospodarki (nie tylko polskiej, także gospodarki każdego z krajów postsocjalistycznych) i ze związanymi z tym deficytami budżetowymi.

    Najlepszy przykład: pensje nauczycieli. Zarobki elit (nauczyciele są nominalnymi elitami każdego kraju), finansowanych wyłącznie z budżetu są najlepszym wyznacznikiem kondycji danego państwa.

    W RP początkujący nauczyciel stażysta zarabia (w przeliczeniu) jakieś 400 euro na rękę. W RFN ten sam nauczyciel stażysta ma 2 tys. euro na rękę, więc 5 razy tyle. Nawet jeśli uwzględnimy wyższy koszt życia w RFN, to i tak realnie nauczyciel tam zarabia 3x lub 4x tyle, co jego polski kolega. Zarobki belfrów z doświadczeniem to przepaść - niemiecki verbeamteter Lehrer zarabia niemal 10x tyle, co polski dyplomowany, o standardach pracy i prestiżu i zaopatrzeniu emerytalnym i medycznym nie wspominając.

    W Słowacji po wprowadzeniu euro pensje nauczycieli jak były niskie, tak niskimi są. Nikt nie wyrównał ich do poziomu zachodnioeuropejskiego. Prounijni nauczyciele, którzy patrzą w Tuska jak w malowane wrota, nie dostrzegają tego, że wprowadzenie euro ominie ich szerokim łukiem...

    I tak też będzie w Polsce. Euro nie służy obywatelowi. Euro służy potentatom gospodarczym.

    Europa Zachodnia wcale nie jest zainteresowana cywilizowaną ekspansją gospodarczą. Gdyby tak było, UE dążyłaby do ujednolicenia zarobków dla różnych kategorii zawodowych oraz do ujednolicenia świadczeń socjalnych.

    Europa Zachodnia jest zainteresowana li tylko drenowaniem państw, które nie potrafią liczyć (diagnozować potencjalnych sfer dających budżetowi zyski) po to, by utrzymać wysoki standard życia w ich kraju, a wiadomo, ich obywatele do tego są przyzwyczajeni.

    A do czego dąży Unia? Ano tylko do zapewnienia "wolności gospodarczej" na całym terytorium, co znaczy, że chce, by można było drenować gospodarkę wszędzie i bezkarnie. Więc niemiecki przedsiębiorca może prowadzić działalność w Polsce (gdzie siła robocza jest kilka razy tańsza). Ale nikt nie zmusi go do płacenia wygenerowanych tutaj podatków, ponieważ dzięki możliwości transferu zysków (możliwości jest mnóstwo, choćby sprzedaż fikcyjnego know-how tudzież ładowanie aktywów w pensje zagranicznych członków zarządu) i tak większość kasy zasila fundusz państwa macierzystego (RFN). Transfery VAT (firmy zachodnie robią wszystko, by ani grosz nie zasilił budżetu państw kolonizowanych) są tego najlepszym przykładem.

    Najgorsze, co może być dla obywatela polskiego, to postawa reprezentowana przez PiS: jesteśmy w Unii, ale bronimy suwerenności państwowej. Znaczy to tyle: pozwalamy drenować Polaków z podatków, ale zmuszamy ich do łożenia na niewydolne państwo (administrację, budżetówkę, emerytów). Czyli polska gospodarka (kobita) wchodzi w małżeństwo (ze starounijnym mafiozem), ale z zasady odmawia jakiegokolwiek pożycia (zachowanie suwerenności), więc i kasy z tego związku zero. Ot, czasem on ją przewiezie wypasionym lamborgini.

    Natomiast Stara Unia tego typu białym małżeństwem wcale nie jest zainteresowana i jeśli cokolwiek ją interesuje, to płatny seks (dajcie się wydrenować, to dopiero wtedy wam za to przyzwoicie zapłacimy).

    Jakie mamy możliwości działania?

    Albo nie wchodzić w tego typu alianse (to się już stało), albo je unieważnić, albo - skoro już w nich tkwimy, to - zacząć na tym dziwnym związku po prostu zarabiać. Utrzymywanie fikcji skazuje nas na lewitację w gospodarczym niespełnieniu. Morawiecki gadając o wprowadzeniu euro mówi jasno: drenujcie nas, ale płaćcie za to solidnie!!! Kto wie, czy to nie najrozsądniejsza polityka kraju, który musi za coś żyć, a jedyne co ma do zaproponowania, to "ziemię ugorną, odłogiem leżącą".

    Gdyby sprawa postawiona została jasno: wprowadzenie euro oznacza zespolenie w jeden organizm gospodarki państw Europy Zachodniej i Europy Środkowej (tj. wprowadzenie zachodnich standardów finansowania sfery społecznej (wyrównanie poziomów cieczy ze państwami starej Unii, ten sam poziom zapewnienia socjalnego w postaci zasiłków, porównywalne pensje dla pracowników budżetówki (nawet z pewnym korelatem na okres przejściowy, np. urzędnik w nowej Unii zarabia 75% tego, co urzędnik w starych państwach Unii), ale także wprowadzenie skutecznego systemu prawnego i prawno-egzekucyjnego (choćby w oparciu o niemieckie BGB), czy też wprowadzenie tych samych standardów medycznych (obowiązek dotowania szpitali prowincjonalnych na tym samym poziomie, co się dzieje w starej Unii), to byłbym za Unią całym sercem i pierwszy byłbym za zniesieniem państw narodowych (po co?).

    Jeśli chcemy mieć konkurencyjne państwo narodowe (z suwerennym rządem, pieniądzem, własną polityką), musimy zapewnić sobie suwerenność gospodarczą. Bez tej suwerenności gadanie o suwerenności politycznej jest po prostu śmieszne.

    Jeśli nie mamy suwerenności gospodarczej, to co nam po suwerenności politycznej??? Co nam po kapitanie z super kwalifikacjami, skoro statek tonie? To już lepiej dryfować na łajbie, w której nie ma żadnej dziury, zdanym na pomyślność wiatrów. Szansa, że w ciągu roku dobijemy do jakiegoś lądu, wynosi ponoć 30%.
  • żydzi nie dopuszczą do zmiany konstytucji i systemu prezydenckiego !
    Konstytucja z 1997 r była pisana przez żydów dla żydów w Polsce !!!!

    Ta żydowska konstytucja całkowicie ubezwłasnowolniła Polaków ! i dała całkowitą władze żydowskiej mniejszości w Polsce !!! to okupacja !!!!

    Ireneusz Tadeusz Słowianin Lach ! PRECZ Z ŻYDOWSKĄ KONSTYTUCJĄ !
  • @SL
    co do braku szans na zdobycie większości 2/3 to nie byłbym tego wcale taki pewien....

    Na pewno PiS nie uzyska poparcia 2/3 uprawnionych do głosowania, ale że nieobecni nie mają głosu, a obecna ordynacja mieszana faworyzuje partie wygrywające, więc niewykluczone, że z poparciem Kukiza tę większość konstytucyjną (2/3 posłów chętnych do zmiany konstytucji) zdobędzie (o ile tylko Kukiz ponownie wejdzie do Sejmu, a wejdzie do niego na pewno (bo już jako człowiek pro-patriotyczny się przedstawił), gdy raz na zawsze zarzuci tematykę aborcyjną (to jest ślepa uliczka i dziwię mu się, że w te tony uderza, Marka Jurka z jego sztandarowych haseł okradając), a skupi się na retoryce gospodarczo-liberalno-patriotycznej, czyli na walce z postkomunistycznymi układami, koneksjami i monopolami (czerwona pajęczyna) z jednej strony oraz na oporze przeciwko unijnym gigantom z drugiej strony, stawiając jednoznacznie na interes polskiego przedsiębiorcy średniej wielkości, bo tacy do budżetu płacą najwięcej, a ich wsparcie ze strony państwa polskiego żadne.
  • @SL
    w kwestiach ogólnych natomiast...

    Wcale nie jest tak, że zawsze i wszędzie państwo narodowe najlepiej realizuje interes obywatela.

    Zresztą III Rzesza była państwem narodowym, a naraziła Niemców na konieczność marznięcia pod Stalingradem i odbudowywania Reichu z gruzów. Gdyby nie II w św., Niemcy byliby gospodarczo co najmniej o 10 lat do przodu, no i nie byliby tak nielubiani w całej Europie (do dziś Maltańczycy i Grecy ich nie znoszą.... co prawda tolerują hojne euronapiwki, ale na tym koniec).

    Polska jest państwem geriatyczno-etatystycznym, realizującym głównie interes emerytów oraz urzędasów i polityków żerujących na spółkach skarbu państwa, czyli grup niegenerujących dochodów. Nawis urzędniczo-emerytalny jest u nas potężny.

    Trafną tezę stawia GPS, że w atomizacji siła Europy. Podobną tezę swego czasu sformułował Łażący Łazarz (ruch fraktalny), czyli nie zaprzęgajmy się na siłę pod górnolotne sztandary patriotycznej frazeologii (by w jej imię ktoś sprawniejszy propagandowo nie pogonił nas na Moskwę tudzież Berlin lub Wiedeń), ale po prostu róbmy swoje, dbając o własny interes tak, jak każdy go pojmuje.

    A co jest naszym interesem? Wypasiony budżet i wysokie pensje dla urzędników? Niekoniecznie..... To jest interes li tylko sfery budżetowej i technokratów z budżetu tego państwa żyjących...

    Interesem obywatela jest suwerenność obyczajowa (zaprzestanie forsowania na siłę tej frazeologii lewackiej, jaką pod płaszczykiem UE uskutecznia się tu od 20 lat, skoro 2/3 Polaków nie chce, by w telewizji w programach dla dzieci typu 5-10-15 geje się całowały i trzymały za ręce, ale nie tylko o gejów chodzi - większość rodaków jest zdrowo-pruderyjna i po prostu nie chce ogólnodostępnej pornografii w mediach i golizny za ladą sklepową, i ja to rozumiem), suwerenność gospodarcza (koncesje tylko tam, gdzie to bezwzględnie konieczne, a poza tym wolność gospodarcza, przy ograniczeniu dostępu potentatów do gospodarki (wiadomo, Tesco ma siłę przebicia 10x większą niż lokalny sklepikarz, zatrudniający za darmo żonę jako pomagierkę, teściową jako nadzorcę dostaw, z trudem dający radę opłacić pół legalnej pensji jedynej sprzedawczyni, którą zatrudnia na zmianę z sobą samym) i podatkowa (niewiele obciążeń, niskie obciążenie budżetówki pensjami urzędników, a przy tym represja podatkowa dla firm zagranicznych wyprowadzających zyski do krajów macierzystych bądź dających swoim (zagranicznym) pracownikom krociowe kominowe pensje i utrzymujących pensje polskiego personelu na poziomie głodowym lub niewiele ponadto.

    A jeśli tego interesu państwo polskie nie potrafi zrealizować, nie dziwi, że młodzi Polacy po prostu kibicują temu, by to niewydolne państwo upadło, a w jego miejsce weszły firmy zachodnie, które (nawet jeśli nie zapłacą nam tyle, co tam) dadzą nam - ichnim pracownikom - lepszy poziom życia.

    Wypadkowa, jaka zaistnieje wskutek tego typu ruchów fraktalnych, będzie tym, co dla nas najlepsze. Jeden będzie ciągnął w stronę Czech, bo ma tam super rynek zbytu dla piwa do knedliczków, inny w stronę Niemiec, bo mu stamtąd fajne auta sobie ściąga, a większość stworzy zdrowy trzon, bo tutaj przecież działa 90% polskich przedsiębiorców.
  • @maharaja 06:57:16
    //E tam.... co da samo przewalutowanie? Niewiele, ot, kilka kantorów upadnie.//

    Widzę, że nie masz pojęcia czym jest przejście na euro. To nie jest proste "przewalutowanie". We wszystkich państwach przechodzących na euro (oprócz Niemiec) obywatele stracili z dnia na dzień ok. 30% swoich zasobów. Wiem co mówię bo widziałem to na własne oczy w jednym z państw, gdzie akurat mieszkałem.
    W każdym państwie erozony (znowu oprócz Niemiec) głośno mówi się o szkodliwości euro dla ich gospodarek. Przypadek?

    //Jeśli chcemy mieć konkurencyjne państwo narodowe (z suwerennym rządem, pieniądzem, własną polityką), musimy zapewnić sobie suwerenność gospodarczą.//

    No właśnie! Bez suwerennego pieniądza nie może być mowy o żadnej suwerenności.
  • Autor i inni
    Niedługo po tym jak ostatecznie (jako jedno z ostatnich państw obok Irlandii) Polska podpisała Traktat Lizboński, to de facto zgodziła się na to, że nadrzędnym aktem prawnym w Polsce jest właśnie TL oraz prawo stanowione w UE (IV Rzeszy Niemieckiej).

    W takim układzie systemu prawnego nasza Konstytucja RP jest martwym "świstkiem papieru", który nie ma żadnego znaczenia, bowiem i tak jest aktem podrzędnym wobec prawa unijnego.

    Dyskusja wię o Konstytucji jest zwykłem "medialnym biciem piany", ogłupiającym po prostu ludzi.

    Jedynym sensownym pytaniem referendalnym winno być jedno: "Czy uważa Pan (Pani), że Konstytucja RP powinna być aktem wyższego rzędu niż stanowione prawo w UE, zawarte m.in. w Traktacie Lizbońskim?".

    Pozdrawiam (i coś skrobnę na ten temat)

    P.S.
    Niemcy - jako jedyne w UE - zapewniły sobie prymat swojego prawa (ichniej a'la Konstytucji) nad prawem unijnym
  • @maharaja 08:40:36
    Przed wyborami apelowałem o głosowanie na mniejsze partie, w tym przede wszystkim na Kukiza, po to żeby ani Po ani PiS nie mogły samodzielnie utworzyć rządu. Żeby konieczny był koalicjant bo to daje szansę, że zwycięskiej partii nie uderzy sodówa do głowy, co ma miejsce teraz.

    PiS w następnych wyborach (jeśli do nich w ogóle dotrwa) nie dostanie tyle co ostatnio i żadne 500+ tu nie pomoże.
    Dziś rząd PiS tak naprawdę wisi na włosku, starczy, że Gowin się znarowi.
  • @autor
    "PiS nie został dopuszczony do koryta, żeby robić krzywdę jakiemuś komuchowi, starczy spojrzeć ile prominentnych stanowisk w partii zajmują przedstawiciele tego wrażego plemienia."

    Dokładnie tak. Gwarantem nienaruszalności stanu posiadania - Kaczyński.

    Jednak sądzę, że z Dudą jest zupełnie inaczej. To nie jest kapciowy Kaczyńskiego. To człowiek ideowy, owszem, ale o wiele istotniejsze jest to, że on trafnie diagnozuje. Byle tylko odważył się samodzielnie myśleć...

    Trafny diagnosta lepszy od sprawnego chirurga wycinającego wyrostek, bo mu tak każą, gdy trzeba byłoby zrobić jedynie masaż kręgosłupa i po sprawie.

    Duda nie ma nic do stracenia. Duda jako polityk jest nikim, natomiast jako człowiek w żadnym stopniu nie zależy od Kaczyńskiego. Na razie przy pomocy PiS-u został prezydentem, owszem.

    Co ma do stracenia? Co najwyżej nie uzyska poparcia PiS w kolejnych wyborach.... i Tusk będzie rządził, więc gra vabanque. a przynajmniej szykuje się do tej walki, z zimną krwią. A że powoli otacza go z każdej strony obezwładniająca zimna niechęć pisowskiego środowiska - musi ją skruszyć całym impetem, z pełną mocą silników.

    Kaczyński (przy pomocy powolnych mu kabareciarzy) robi wszystko, by Polacy uwierzyli, że Duda jest zależnym od niego graczem. I to się, póki co, udaje. Nawet autor tej notki tak uważa...

    Kaczyński wie, że w zapowiadanym przez Dudę referendum neo-konstytucyjnym tkwi wymierzone w niego ostrze: PiS nie ma moralnego prawa zmieniać konstytucji, bo nie ma takiej większości. A Duda ciągnie Kaczyńskiego za słowo: powiedziałeś, Jarosławie, że chcesz zmiany, więc pokaż, na co Ciebie stać, brachu.

    Jeśli to referendum się nie powiedzie, to Duda jako człowiek na tym nic nie straci (na razie i tak jego pozycja jako samodzielnego polityka jest żadna i Duda to wie, więc - jeśli Kaczyński tak zechce - to Duda nawet nie dostanie nominacji pisowskiej na wybory w 2020 r. i będzie musiał próbować zdobyć ponownie mandat europosła, a i to nie jest wcale takie pewne).

    Jeśli natomiast PiS zdobędzie w 2019 r. większość konstytucyjną, Kaczyński nie odważy się zaproponować kogokolwiek innego niż Dudę na prezydenta.

    Przy czym to Kaczyński chce, by pozostało tak, jak jest (tutaj moja diagnoza jest spójna z autorem niniejszej notki), Duda natomiast chce się uprzedmiotowić (nikt nie chce być marionetką), więc apeluje, by PiS zrealizował swe obietnice (totalna przebudowa tego kraju i oczyszczenie go z postkomunistycznych złogów (nie tyle z ludzi, co raczej z tej mazi - z szarzyzny i beznadziei i bezwiary w możność zmian).

    A Duda tak po prawdzie już dawno usamodzielnił się. I to już z chwilą wyboru go na prezydenta, w maju 2015 r., gdy zapowiedział, że nie życzy sobie żadnych zmian. Oczywiście było to gadanie przedwczesne, po próżnicy, bo jeszcze nie objął funkcji, więc go wyśmiali, niemniej jednak już wtedy swoje powiedział: NIC BEZ MOJEJ ZGODY.

    To, co zrobił wtedy Komorowski (nominacja 3 sędziów przeciwko PISowi) było najgorszym ruchem PO i Komorowskiemu, jaki tylko można sobie wyobrazić. To właśnie z tego powodu Polacy zmarginalizowali Komorowskiego (po pijaku przejechał niepełnosprawną zakonnicę na przejściu dla pieszych, jak to antycypował proroczo Michnik, tak pewien jego zwycięstwa), a długoterminowo tylko wzmocniło Dudę przeciwko Kaczyńskiemu - doraźnie wprawdzie zmusiło Dudę do ostrej propisowskiej retoryki (nie szło inaczej na początku kadencji), ale - dzięki temu - zaowocowało to stworzeniem antypisowskiego nurtu (KOD), który mądrze wykorzystany może stać się celnym narzędziem do zbudowania całkiem nowej jakości w wyodrębnianiu się z socjalno-nostalgiczno-nierealistycznego PIS-u nowoczesnej patriotycznej klasy średniej, która porządzi co najmniej następne trzy kadencje sejmowe.

    Nie będzie to jednak ani PO, ani Nowoczesna, ani PIS.
    Będzie to partia prezydencka. Partia Dudy.

    Już od grudnia 2015 r. (silny antypisowski głos: KOD) Duda buduje własną pozycję. Na razie podskórnie, niejawnie, ale jednak.

    Duda wie, że na takim Kodzie niczego nie zbuduje, więc na razie czeka.

    Okresem, który potwierdzi trafność moich przypuszczeń, będzie jesień 2018 r., z bardzo mocnym akcentem na zimę/wiosnę 2019 r. (szczyt kampanii parlamentarnej, w której Duda musi zamieszać, jeśli chce się usamodzielnić, sam nie biorąc w niej udziału, ale przygotowując grunt pod wybory prezydenckie rok później).

    Jesień 2018 - wiosna 2019 to właśnie czas, w którym Duda musi pokazać, na co go stać. Wtedy musi stanąć w szranki. Wcześniej nie ma sensu. Później - będzie za późno. Na razie ma czas, by pooglądać sobie na spokojnie Ucho Prezesa i pośmiać się z tego, jak jego rolę widzi Kaczyński i trafiający w jego oczekiwania Górski.

    Wybory prezydenckie odbędą się najprawdopodobniej wiosną 2020 r. Więc od końca wyborów parlamentarnych (jesień 2019) aż do wyborów prezydenckich to musi być ruch kuli śnieżnej po zboczu w dół.

    Pierwsza kulka musi być ulepiona jeszcze przed wakacjami 2019 r.

    Półtora roku ma Duda na ostry finisz, zwłaszcza że wszystko wskazuje na to, że będzie miał poważnego przeciwnika - Tuska. Więc wygra tylko wtedy, gdy zmarginalizuje potencjalne zaplecze Tuska (niechętne Kaczyńskiemu i tradycyjnemu patriotyzmowi prounijne interesowo nastawione do życia postkomunistyczne złogi, jak twierdzi Kukiz).

    Przy obecnej antypisowskiej nagonce w mediach absolutnie oczywiste dla Dudy jest to, że im bardziej Duda będzie pokazywał się jako zausznik Kaczyńskiego, tym mniejsze szanse ma na wygraną w 2020 r.

    -----------------------------------------------------------

    To, co się teraz dzieje, to jest ukryta i niewidoczna dla nikogo walka na linii Duda-Kaczyński. I to w interesie Kaczyńskiego jest, by tę walkę jak najdłużej utrzymać pod powierzchnią wody, poza polem widzenia. Jeśli utrzyma ją pod powierzchnią aż do wyborów parlamentarnych 2019, wtedy PiS wygra. Jeśli nie, wtedy wygra partia antypisowska (PO lub jakaś forma sojuszu PO i Nowoczesna i PSL).

    Nie wiem, jak się zachowają Polacy w wyborach parlamentarnych, ale obstawiam, że w tej walce prezydenckiej

    a) staną po stronie Dudy przeciwko Kaczyńskiemu (zwłaszcza gdy Tusk, który nie wejdzie do drugiej tury, poprze Dudę przeciwko Kaczyńskiemu, który zmuszony będzie stawić czoła Dudzie w wyborach prezydenckich, nie zdobywszy większości parlamentarnej). - totalna przegrana Kaczyńskiego.

    b) staną po stronie Tuska przeciwko Kaczyńskiemu (tudzież innemu kandydatowi zaproponowanemu przez PiS w miejsce Dudy) - półprzegrana Kaczyńskiego

    c) staną po stronie Dudy przeciwko Tuskowi (jeśli PiS wygra wybory parlamentarne i będzie miał większość konstytucyjną, a Kaczyński nie będzie kandydował) - to jedyne, o co Kaczyński może zawalczyć.

    W pierwszej alternatywie: wygrywa Tusk. W dwóch pozostałych: Duda.
    Kaczyński w żadnej z tych opcji nie ma szans na prezydenturę.

    PIS musi zawalczyć więc teraz o większość konstytucyjną w wyborach 2019 r.

    Duda właśnie wyznaczył pole bitwy - jak na prawdziwego prezydenta przystało. Za to go lubię.
  • @Jarek Ruszkiewicz SL 09:31:55
    "Dziś rząd PiS tak naprawdę wisi na włosku, starczy, że Gowin się znarowi".

    Może i tak. Jednak w interesie Gowina leży znarowienie się (usamodzielnienie się), ale dopiero po wygranych przez PiS wyborach w 2019 r. Wszystko inne to będzie "przedwczesny wytrysk", a Gowin odrobił już tę lekcję, jaką jemu, Ziobrze i kamratom zafundował Kaczyński.

    Na razie Gowin ma trwał przy Kaczyńskim niezłomnie, jak ten Giewont nad Zakopanem.

    Wtedy (jesień 2019 r.) powstająca partia prezydencka (Gowin + Duda + Kukiz + była Polska Solidarna) będzie zaczątkiem niefundamentalnej partii centrowej (patriotycznie nastawionej partii liberalno-gospodarczej w stylu dobrze pojętej chadecji).

    PiS zostanie zmuszony do ucieczki w kierunku bardzo przezeń niechcianego narożnika: pro-lewicowej socjaldemokracji, bo tym właśnie w swej istocie PiS przecież jest.
  • moje propozycje zmian w konstytucji
    Państwo dla obywatela! - tak jak mówi Kukiz. A to oznacza:

    - WZMOCNIENIE EGZEKUTYWY
    - UPROSZCZENIE PROCEDUR
    - ZMINIMALIZOWANIE OBCIĄŻEŃ PODATKOWYCH

    Nowe regulacje systemowe:
    - usprawnienie egzekutywy - wzmocnienie pozycji premiera, nie tyle wobec (słabego) prezydenta (system kanclerski), co wobec sejmu (macierzystej partii) - uniezależnienie od poparcia politycznego na okres kadencji
    - zwiększenie limitów dla konstruktywnego votum nieufności, tak by kanclerze rządzili 4 lata), wzorem Tuska i (oby) wzorem Szydło.
    - zinstytucjonalizowanie współpracy na linii prezydent-premier (wymóg konsultacji oraz kontrasygnaty prezydenta dla najważniejszych czynności premiera), a przez to wzmocnienie pozycji prezydenta (nadpremier)
    - całkowite uniezależnienie sądownictwa od egzekutywy
    - uniezależnienie sądownictwa od prezydenta i sejmu (casus Komorowskiego, który w 2015 r. wprowadził bałagan - to się nie powinno zdarzyć)
    - rozdzielenie kościoła od państwa (religia w szkołach??? tylko na pierwszej i ostatniej lekcji, jeśli w ogóle. Brak rekolekcji w szkołach. Brak spowiedzi w szkołach itd.)
    - ograniczenie znaczenia samorządów zawodowych przy przyjmowaniu do zawodu, przy definiowaniu ścieżek kariery, etyka zawodowa: tak.
    - wymóg uzyskiwania zgody autorytarnych gremiów (marszałkowie, sędziowie SN i TK, liderzy partii politycznych) na nietypowe działania finansowe premiera czy prezydenta, by nie było tak, jak za Komorowskiego, że kilkadziesiąt mln złotych fundujemy sobie bezsensowne referendum
    - ukrócenie bezkarności i wścibskości mediów

    Nowe regulacje prawne:
    - radykalne uproszczenie procedur
    - prawo sędziego do orzekania wg zasady uznaniowości "ponad względnie obowiązującymi procedurami" i "ponad względnie obowiązującymi przepisami", jedynie z koniecznością uzasadnienia takich a nie innych dróg postępowania i odstępstw od zwykłego toku orzecznictwa
    - zasada ochrony osób słabszych (fizycznych) przed silniejszymi (prawnymi) i monopolami
    - zmniejszenie ilości przepisów bezwzględnie obowiązujących do racjonalnej i niezbędnej minimalnej ilości (np. wymóg formy aktu notarialnego dla sprzedaży nieruchomości)
    - zwiększenie urzędniczego zakresu uznaniowości w decydowaniu
    - priorytetem orzekanie wg zasad słuszności, racjonalności i szybkości postępowania
    - prawo do wydawania orzeczeń zgodnych z zasadami doświadczenia życiowego, jeśli brak dowodów i niejasny stan faktyczny, skrócenie postępowania dowodowego, zasięgania opinii itd.
    - odpowiedzialność materialna urzędnika za bezzasadne przedłużanie postępowania i ewidentne błędy
    - automatyczny nakaz przenoszenia spraw o instancję wyżej, gdy sprawa dla urzędnika zbyt skomplikowana.

    Nowe regulacje podatkowe: absolutne uproszczenie systemu podatkowego
    - powszechne niskie pogłówne, max. 10% przychodu od osób fiz. (zapłata pogłównego warunkiem dostępu do powszechnej i bezpłatnej służby zdrowia), a poza tym
    - zasada dobrowolności w opodatkowaniu (można nie płacić)
    - powszechna i równa dla wszystkich (niska) emerytura
    - dobrowolność ubezpieczania się i dobrowolność systemów emerytalnych
    - ulgi podatkowe na dzieci chore
    - uzależnienie praw publicznych (głosowanie bierne i czynne) od gotowości do ponoszenia ciężarów podatkowych (eliminacja biernej lemingozy) - pewnie niebawem powstałaby masowa partia płatników pogłównego (partia kanclerska) i nieliczna partia zaangażowanych bardziej (partia prezydencka), he he...
    - progresja podatkowa (najbogatsi płacą najwięcej - progresja stawek pogłównego)
    - całkowita jawność przychodów wobec kontrolerów pogłównego
    - uzależnienie dostępu do karty płatniczej od zapłaty pogłównego
    - eliminacja obrotu gotówkowego do spraw groszowych (do 20 PLN) - likwidacja szarej strefy - trudno oczekiwać od obwoźnego sprzedawcy lodów, by miał czytnik kart płatniczych, choć akurat to higieniczniejsze
    - tylko jedno konto bankowe na obywatela (z prawem do posiadania subkont)
    - automatyczne ściąganie pogłównego przez Banki, od przychodu (a nie od dochodu)
    - likwidacja podatku dochodowego od osób fizycznych
    - pozostawienie podatku dochodowego od osób prawnych
    - bezwzględne wprowadzenie dotkliwego opodatkowania zagranicznych przepływów pieniężnych i transferów finansowych
    - repolonizacja sektora bankowego
    - ścisły nadzór nad bankami zagranicznymi
    - dopuszczalność kredytów tylko w rodzimej walucie (transakcje walutowe - tylko giełda, dla profesjonalistów świadomych ryzyka)
    - banki instytucjami zaufania publicznego - brak prawa do prowadzenia działalności nastawionej na zysk od osób fiz.
    - odgórnie wprowadzane stawki za usługi dla sektora bankowego dla osób fiz.

    Gospodarka
    - wprowadzenie zasady zwartości dochodów w społeczeństwie
    - eliminacja kominów wynagrodzeń (w sektorze prywatnym: poprzez wysokie ich opodatkowanie)
    - partycypacja państwa w pensjach pracowników u przedsiębiorców o słabej kondycji finansowej, tak by pracownik wszędzie miał te 3/4 średniej krajowej, a wszyscy mieli pracę.
    - postulat pełnego zatrudnienia, bez musu pracy
    - całkowite przejęcie przez państwo kosztów osób ciężarnych i na urlopie wychowawczym
    - radykalne odchudzenie państwa (zwolnienie kadry urzędniczej na przedwczesne emerytury), zmniejszenie liczby posłów i senatorów
  • 5*
    "Coraz częściej przebąkuje się o konieczności wprowadzenia w Polsce euro. Takie głosy dochodzą ze strony opozycji, wspomina o tym także super-minister Morawiecki. Jak widać w takiej zasadniczej dla Polski sprawie istnieje zgoda ponad podziałami."

    Ten zabieg (wprowadzenie €) ma służyć utrzymaniu IIIŻydo-RP w walącej się UE i zabezpieczyć dalsze żydowskie rządy.
    Za taką polityką - za trwaniem Polski w UE - opowiada się hierarchia żydo-katolickiego Kościoła i cała żydowska V kolumna w Polsce od PO do PiS.
  • @Jarek Ruszkiewicz SL 09:25:25
    "No właśnie! Bez suwerennego pieniądza nie może być mowy o żadnej suwerenności".

    Polska suwerenność finansowa wygląda tak, jak moralność podatkowa Kowalskiego, czyli kuleje.

    Bo ile Polacy by nie zarabialiby, to i tak tego nie wykażą i nie odprowadzą podatku (i dlatego drogi u nas takie marne, bo skąd wziąć?).... więc u nas jak w Rosji - fortuny co niektórych niewspółmiernie rosną, a państwo dziadzieje.

    Poza tym gotówka sprzyja szarej strefie. Gdyby ją zlikwidować (zastąpić suwerennym pieniądzem elektronicznym), budżet by to na pewno odczuł.

    Podatki płacą tylko pracownicy (wiadomo - pobiera je pracodawca) oraz nieliczni uczciwi przedsiębiorcy. Reszta lawiruje i unika opodatkowania.

    Dlatego warunkiem naprawy państwa jest NOWA MORALNOŚĆ PODATKOWA (oczywiście plus tani, ale sprawny system kontroli). Najlepiej u samego źródła, czyli w bankach. Komuś trzeba zaufać...

    Ale warunkiem tego jest sensowny ZUS (w realnej kwocie, bez musu w postaci 1000 PLN co miesiąc) oraz radykalne uproszczenie systemu podatkowego - dopiero wtedy Polacy utożsamią się z tym państwem i przyjmą zaproponowane rozwiązania za swoje, uczciwe i akceptowalne.

    I tak dziwię się, że aż tylu Polaków wypełnia te PIT-y i płaci grzecznie te podatki....
  • @Krzysztof J. Wojtas 23:55:59
    większy "krzyż" dźwiga się w PiSie:)) trzeba być religijnym i świątobliwym i diabła mieć za skórą...a to bardzo trudne grać dwulicowców:)) w PO przy najmniej byli sobą, więc i "krzyż" lżejszy...
  • @Jarek Ruszkiewicz SL 00:00:56
    pan Wojtas kryptopisior:))))))))))

    no pacz pan...kurde nie wiem jak siebie zaszeregować:)))
  • @trybeus 15:48:43
    Ty to wiadomo kto - bicz na kociarzy :))
  • Euro
    No oby nie. W Polsce chyba większość ludzi nie chce euro i się go obawia. Z resztą słusznie.
  • @maharaja 13:23:18
    "Poza tym gotówka sprzyja szarej strefie. Gdyby ją zlikwidować (zastąpić suwerennym pieniądzem elektronicznym), budżet by to na pewno odczuł."

    To są wynurzenia chorego umysłu albo kompletnego ekonomicznego ignoranta - a szczególny absurd to: pieniądz elektroniczny.
  • @maharaja 13:23:18
    Ty tak na poważnie z tym brakiem gotówki?

    To ja nie chcę z takimi ludźmi mieć nic wspólnego. To najprostsza droga do załatwienia każdej osoby niebezpiecznej dla władzy, to istotny krok do NWO i totalnego zniewolenia ludzi. Przecież nie zgromadzisz żadnych środków na czarną godzinę, a to co w banku w kazej chwili może stać się własnością własnie banku bez prawa protestu. To haniebna propozycja.
  • @Rzeczpospolita 18:38:26
    a szczególny absurd to: pieniądz elektroniczny.

    Napisałem: suwerenny pieniądz elektroniczny.

    Gdy władcy wprowadzali pierwszą własną monetę, ludzie uważali to za dzieło szatana. Liczył się wtedy albo handel wymienny (stara dobra tradycyjna odporna na inflację i zakusy podatkowe metoda wymiany dóbr), albo płacenie kruszcem (srebrem, złotem, brązem).

    Po latach okazało się, że bicie monety może być dochodowe. Najpierw, gdy pieniądz miał pokrycie w złocie i władca nie bił go ponad miarę, gospodarka pieniężna funkcjonowała wzorcowo. Potem, gdy zaczął dodawać do metalu zbyt wiele domieszek oraz zaczął bić go zbyt wiele, pieniądz zaczął tracić na wartości.

    Pieniądz elektroniczny może być albo dobrą monetą (umocowany w złocie tudzież innym wymiernym nośniku wartości), albo też zawieszony w próżni (jak ta dźwignia finansowa - zakotwiczona tylko na 10% wartości). Oczywiście zdaję sobie sprawę, że dzisiejszy pieniądz elektroniczny to bicie piany i przy pierwszym lepszym utracie zaufania do systemu bankowego nastąpi krach i deprecjacja wartości złotego (ale i innych walut, które są dmuchane przez banki do niemożebności, o kilkadziesiąt procent.

    Nie mówię, że wiem, jak to zrobić, by pieniądz elektroniczny był suwerennym nośnikiem wartości. Ale jest to przecież o wiele łatwiejsze, niż drukowanie podatnych na podrabianie banknotów. Dobrzy fałszerze żyją z tego przez lata całe, tylko że oni wiedzą, że można wpuszczać w obieg bardzo małe ilości...

    W przypadku kryzysu ostać się mogą tylko twarde aktywa: nieruchomości, metale szlachetne, kosztowności lub waluta odporna na machlojki (kiedyś taką walutą był dolar i funt).
  • @zadziwiony 12:14:41
    To najprostsza droga do załatwienia każdej osoby niebezpiecznej dla władzy.

    Przecież w prawie polskim też istnieje sądowa możliwość unieważnienia każdego aktu notarialnego nabycia nieruchomości i pozbawienia niewygodnego właściciela uczciwie nabytego gruntu W MAJESTACIE PRAWA. A jakoś (od czasów faszyzmu i zamierzchłej komuny za Bieruta) nie słychać, by państwo polskie (czy to PRL, czy to III RP) wywłaszczała w nieuczciwy sposób właścicieli.

    Kwestią kluczową jest ZAUFANIE.
    Ozcywiście dziś trudno o zaufanie do banków. Musiałyby to być inne banki. Jeśli na dolarze można było napisać IN GOD WE TRUST, nic nie stoi na przeszkodzie, by w statut suwerennych banków (spółek akcyjnych) wpisać in bank we trust.

    Są banki i banki. Nie wszystkie naciągają ciułaczy.
  • @maharaja 19:10:38
    Mam wrażenie, że ciut naiwne podejście do tematu prezentujesz.
    Co innego droga sądowa, a co innego jedno kliknięcie by człowieka zniszczyć i wyrzucić z systemu.
    Poza tym jest to powiązane z centralnym rejestrem faktur i e-paragonem przypisanym do konkretnej osoby co spowoduje, że każda złotówka wydana przez Ciebie poza wartością na deklaracji PIT może skutkować reakcją skarbówki przeciwko Tobie. Mnie taki system nie odpowiada i nigdy go nie poprę. (Sądzę,że na etacie jesteś)
    Poza tym to będzie funkcjonowało, jeśli będziesz klakierem systemu. Jesli realnie zagrozisz systemowi, to dopiero zrozumiesz, co to znaczy brak obrotu gotówkowego.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
      1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031     

ULUBIENI AUTORZY

więcej